wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 11:" Jemu też zależy! Ze szczęścia zakręciło mi się w głowie."

Monic:

Zaparkowałam pod Santiago Bernabeu i z kaskiem pod pachą weszłam na teren stadionu. Słyszałam głosy i śmiechy. Drużyna ma trening. Mam nadzieje, że Ikera także tu znajde. Weszłam na murawę i zaczęłam wzrokiem szukać bramkarza.
- Monic?! - zawołał zaskoczony Isco stawając przede mną. Przytulił mnie mocno i ucałował w oba policzki. - Co ty tu robisz?
- Przyjechałam do Ikera. Nie potrafiłam przebywać z dala od niego. - uśmiechnął się.
- Z wami to same problemy. - pokręcił głową. - Wysłałem tego głupka do Ciebie. Jest już pewnie na miejscu. - zaskoczona nie umiałam wypowiedzieć ani jednego słowa. Pojechał do mnie. Jemu też zależy! Ze szczęścia zakręciło mi się w głowie.
- I co teraz zrobimy? - zapytałam ze śmiechem.
- Zostań tutaj, a ja zadzwonie do niego, żeby wracał. Dobrze, że jesteś. - odparł i oddalił się w stronę trenera. Zamienił z nim parę słów, a następnie pobiegł do szatni. Zaśmiałam się i dostrzegłam innego piłkarza idącego w moją stronę. Sergio. Wyglądał na podłamanego.
- Hej szefowo. - powiedział, a ja po prostu go przytuliłam. Widziałam, że właśnie tego potrzebował.
- Jeszcze masz szanse. Jej nadal zależy. - po tych słowach spojrzał na mnie, a w jego oczach zobaczyłam nadzieje. - Owszem, spieprzyłeś sprawę, ale możesz to jeszcze naprawić.
- A jeśli zamiast naprawić znów wszystko zepsuje? - zapytał i opuścił głowę.
- Wystarczy, że pojedziesz tam z bukietem kwiatów i wyznasz jej co czujesz. Uwierz, to wystarczy w zupełności. - poklepałam go po plecach.
- A jeśli nie będzie chciała mnie wysłuchać?
- To ją przekonaj, że warto. Przecież umiesz czarować. Dasz radę. Oby tylko mi się udało. - dodałam zmartwiona i nagle nie taka pewna siebie jak przed chwilą.
- O to się nie musisz martwić. - odparł i uśmiechnął się. - Iker świata poza Tobą nie widzi. Poza tym, właśnie jest u Ciebie, więc to chyba coś znaczy, prawda? - kiwnęłam głową i również się uśmiechnęłam. Mimo to nadal czułam strach i niepewność.
- Te, Lobo, leć już, bo Blanca czeka! - zawołał ze śmiechem Alarcon, który wrócił z szatni ubrany w codzienne ubrania z torbą przewieszoną przez ramię.  - A my jedziemy do mnie i tam poczekamy na Twojego księcia z bajki. - zwrócił się do mnie i puścił oczko.
- Idź, idź. - popchnęłam Ramosa w stronę szatni, a ten pocałował mnie w policzek i mocno przytulił.
- Dzięki szefowo. Nie zawiode cie. - to mówiąc zniknął, a ja wraz z czarnowłosym ruszyliśmy na podziemny parking.

***
Nie umiałam usiedzieć na miejscu. Chodziłam tam i z powrotem trzymając w dłoni szklankę z wodą.
- Ej, spokojnie, bo mi dziurę w dywanie wychodzisz. - powiedział ze śmiechem Isco i położył dłoń na moim ramieniu. - Za niedługo tu będzie. Może w tym czasie pogadamy o czymś innym? Na przykład, co u Eveline?
- Z tego co wiem to wszystko w porządku. A co, nie macie kontaktu?
- Uraziłem ją naszym nagłym wyjazdem. W końcu zniknąłem bez pożegnania. Nie odbiera moich telefonów i nie odpisuje na smsy, więc odpuściłem. Na szczęście nie wpadłem po uszy tak jak Iker i Sergio. Z tą miłością to same problemy. - pokręcił głową i rozsiadł się w fotelu.
- Może i problemy, ale pomyśl o pozytywnej stronie. Miłość to wspaniałe uczucie, dzięki któremu człowiek czuje się wspaniale. Nawet jeśli ma swoje negatywne strony. Powiedz mi co nie ma złych stron? Pierwszy raz czuje tak silne uczucia do kogokolwiek i wiem, że to właśnie miłość, a ja mogę uważać się za szczęściarę, bo jestem zakochana. Wiem, że jest ktoś komu na mnie zależy, kto zrobiłby dla mnie wszystko. Jestem też ja, która zrobiłaby dokładnie to samo. Na tym to polega. Na wzajemnym wspieraniu się i podnoszeniu, kiedy upadamy. - usiadłam na kanapie i zamknęłam oczy.
- Wow, ale mowa. Wiesz, dotarła do mnie. Serio. - otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do chłopaka. Mówił poważnie i również się uśmiechał. - Ale to nie jest to co czułem do Eve. Z nią to tylko takie zauroczenie.
- Rozumiem. W sumie dobrze, że zakończyłeś to zanim ona zbytnio się zaangażowała. - na dworze było już całkiem ciemno, a jedynie latarnie dawały trochę światła. Miałam nadzieje, że na drogach jest w miarę mały ruch.
- Myślałem, że dostanę od Ciebie w łeb, za to jak potraktowałem twoją koleżankę. - był autentycznie zaskoczony moją reakcją.
- Postąpiłeś słusznie, ale to tylko moje zdanie. Dzięki, że masz mnie za taką jędze. - odparłam i krótko się zaśmiałam. Chciał coś odpowiedzieć, ale oboje usłyszeliśmy warkot silnika, a potem szybkie kroki i dźwięk otwieranych drzwi. Podnieśliśmy się, a Francisco ruszył w stronę schodów na górę. - A ty gdzie się wybierasz?
- Nie będę wam przeszkadzał. Ale jeśli wyjdzie z tego coś więcej niż rozmowa to jeźdźcie do niego. - powiedział ze śmiechem i zniknął na górze. Pokręciłam tylko głową. Stałam i czekałam coraz bardziej się stresując. Wreszcie wszedł do pokoju, a moje serce fiknęło parę koziołków i dudniło mi w piersi jak oszalałe. W jego oczach widziałam troskę i radość. Podszedł do mnie szybkim krokiem i zatrzymał się przede mną. Czekał na to co powiem lub zrobię. Widziałam, że aż się rwie, żeby coś zrobić.
- Jaa.. Ja chciałam cie przeprosić. Zachowałam się okropnie i nic mnie nie usprawiedliwia. Może po prostu wystraszyłam się własnych uczuć i zaangażowania. Bałam się, że szybko wyjedziesz i zabierzesz ze sobą moje serce. - spojrzałam w jego cudowne oczy, a on nadal milczał. - Po naszej kłótni, następnego dnia, pojechałam do hotelu. Chciałam z tobą porozmawiać, przeprosić, ale was już nie było. Wyjechałeś bez pożegnania co było dla mnie ciosem prosto w serce.Wiedziałam jednak, że to moja wina i to mnie dobiło. Jesteś dla mnie ważny i to nawet nie wiesz jak bardzo. Zależy mi na tobie i tylko z tobą wyobrażam sobie moją przyszłość. Kocham cie, Iker. - przestałam mówić i czekałam na jego reakcję. Stał wmurowany w podłogę i trawił moje słowa. Długo mu to jednak nie zajęło i po chwili to on zabrał głos.
- Chciałem zostać, naprawdę. Sergio również, ale to Alvaro stwierdził, że rozłąka i nagły wyjazd dobrze nam wszystkim zrobi. Nabierzemy dystansu. Boże, dlaczego słuchałem tego kretyna? Jesteś dla mnie najważniejsza Monic. - dotknął dłonią mojego policzka. - Kocham cie i nie wyobrażam sobie każdego dnia i nocy bez ciebie. Nie powinnaś się obwiniać, bo to ja zawaliłem i to na całej linii. Kiedy usłyszałem piosenkę, którą mi dedykowałaś miałem ochotę wsiąść w samochód i przyjechać do ciebie. To zrobiłem, ale rozminęliśmy się. - chciał coś jeszcze dodać, ale nie wytrzymałam i obejmując dłońmi jego nieogolone policzki, czule go pocałowałam. Tego mi brakowało. Jego ust, dotyku, głosu, zapachu. Odwzajemnił pocałunek i objął mnie w talii. Nie interesowało mnie w tej chwili kompletnie nic. Pragnęłam tylko jego.

Blanca:

Weszłam właśnie do mieszkania Monic, gdy usłyszałam sygnał przychodzącego smsa. Przyjaciółka napisałam, że pojechała do Madrytu. Uśmiechnęłam się tylko, ciesząc się, że blondynka zdecydowała się odzyskać ukochanego. Szkoda, że w moim przypadku się to nie uda. Ja i Ramos, to się nie może udać. Wzięłam prysznic i ubierając się w dres, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Szukając jakiegoś ciekawego programu znalazłam jakąś brazylijską telenowelę. Wpatrywałam się w ekran, ale nie docierało do mnie to co na nim widzę. Za bardzo byłam pochłonięta myślami. Myślami o nim. Przypominając sobie jego głos, usta, zapach perfum i te seksowne ciało, miałam ochotę się rozpłakać. Naprawdę mi na nim zależy. Z natłoku wspomnień wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Kto to może być? Podniosłam się i otworzyłam drzwi. W progu stał Iker. A ten co tutaj robi? Przecież Monic właśnie do niego pojechała.
- Hej, zastałem może Monic? - zapytał i wpatrywał się we mnie z nadzieją.
- Myślałam, że wiesz. Właśnie jest w drodze do Madrytu. - spojrzał na mnie zaskoczony i wszedł do środka. - Od razu po koncercie wsiadła na motor i pognała do ciebie jak na skrzydłach.
- Nie miałem pojęcia. Ale to dobrze wróży. - uśmiechnął się. - Jeszcze jej zależy.
- Żartujesz sobie? Ona nie widzi świata poza tobą. Strasznie cierpiała kiedy wyjechałeś bez pożegnania. - opuścił głowę i stał tak przez dłuższą chwilę.
- Domyślam się, że bardzo ją to zabolało. Mnie bolało jeszcze bardziej. - spojrzał na mnie z bólem w oczach. - Oboje z Sergio byliśmy w kiepskim stanie, a Alvaro przekonał nas, że ten wyjazd będzie najlepszy dla ciebie i Monic. Stwierdził, że i wam i nam przyda się przerwa na przemyślenie paru spraw.
- A wy posłuchaliście tego kretyna? Nie macie własnego rozumu? Wyjazd bez pożegnania to najgorsze co mogliście zrobić.
- Teraz to wiemy. Lobo jest w kompletnej rozsypce. Chciałem go tu ze sobą zabrać, ale uważa, że i tak nie będziesz chciała z nim rozmawiać.
- Ma rację. - odparłam. Na wspomnienie o Ramosie, moje serce fiknęło koziołka. - Nie mam ochoty na rozmowę z nim.
- Zaprzepaścił wszystko, ale dlaczego nie dać mu drugiej szansy? On naprawdę świata poza tobą nie widzi. Załamał się po waszej kłótni. Nie mówię, że masz mu wybaczyć i ot tak zapomnieć, ale może chociaż go wysłuchasz? Chyba tyle możesz dla niego zrobić.
- Sama nie wiem.. - czarnowłosy coraz bardziej przekonywał mnie do tego, że powinnam wyjaśnić sobie wszystko z Ramosem.
- Wyobraź sobie, że Sergio nagle się tu zjawia. Co byś zrobiła? Wyrzuciła go za drzwi? - uśmiechał się delikatnie i widać było, że zależy mu na polepszeniu kontaktu między mną, a jego kumplem.
- Pewnie tak. Ale to by była tylko pierwsza reakcja. Okej, wysłucham go. - chłopak zaklaskał w dłonie.
- No i prawidłowo. Moja misja wykonana, a teraz wracam do Madrytu. Życz mi powodzenia.
- Nie bedzie ci potrzebne. - zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek. - Dziękuje za rozmowę.
- Do usług. - wyszczerzył się i odwzajemniając gest wybiegł z mieszkania. Pokręciłam tylko głową i zamykając drzwi wróciłam na fotel. Zapowiadał się długi i samotny wieczór.

***
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Jęknęłam i spojrzałam na zegarek. Dochodziła północ. Kogo niesie o tej godzinie? Ziewnęłam, podniosłam się i otworzyłam drzwi. Jakież było moje zdziwienie, gdy w drzwiach zobaczyłam JEGO. Moje serce szybciej zabiło, a ja stałam jak wmurowana. Nic nie powiedziałam, tylko wpuściłam go do środka. W ręce trzymał bukiet czerwonych róż i był ubrany w garnitur. Zapowiadała się ciekawa rozmowa.

***
No cześć. Wybaczcie, że notka dopiero teraz, ale ostatnio nie miałam ani czasu ani weny na pisanie. Teraz, na moje nieszczęście, mam i czas i wenę, więc zabrałam się za zaległości. Mam nadzieje, że notka Wam się spodoba. No i czekam z niecierpliwością na rozpoczęcie Mundialu <3 Mam nadzieje, że La Roja znów będzie przeżywać taką radość *..* Do boju chłopaki! 


poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 10:" - Będzie dobrze. Jak kocha to poczeka."

Monic:

Minął tydzień od wyjazdu chłopaków. Od tego czasu nie ruszałyśmy się z Blan z mieszkania. Cały czas oglądamy łzawe romansidła, jemy lody i pijemy wino lub mocniejsze trunki. Powinnyśmy pojechać za nimi i wszystko wyjaśnić. Tak myślałam, ale nie jestem w stanie. Opuścił mnie i to na moje własne życzenie. Nie mogę teraz od tak stanąć przed nim i cofnąć moich słów. Thomas i ojciec dzwonili do mnie dzień w dzień, ale ignorowałam połączenia. Tom pojawił się pod drzwiami, ale nie wpuściłam go do środka. Dzisiaj jest mój występ w kawiarni, na którym mają się pojawić ci łowcy talentów, ale nie mam siły, żeby tam iść. To tam pierwszy raz go zobaczyłam, poznałam. Zaśpiewałam dla niego. Cholera, dlaczego to musi tak boleć? Chyba już wiem jak czują się osoby ze złamanym sercem. Nie mam apetytu, cały czas płacze, nie śpię, a serce boli mnie jakby ktoś je zmiażdżył.
- Monic, powinnaś zaśpiewać. To twoja życiowa szansa. – usłyszałam słowa przyjaciółki i zerknęłam na nią. Szykowała się do wyjścia. – No już, idź pod prysznic. Masz godzinę na przygotowanie się.
- Nie chce tam iść.
- Wolisz tu siedzieć i płakać? On nie jest tego wart. Pomyśl o sobie. – spojrzałam na nią, a ona wysłała mi pokrzepiający uśmiech. – Pójdziesz sama czy mam cie siłą zaciągnąć? – zaśmiałam się i przytuliłam się do niej.
- Dziękuje. – to mówiąc ucałowałam jej policzek i weszłam do łazienki.

***
Nuciłam pod nosem jedną ze znanych mi piosenek i rozgrzewałam palce. Rozejrzałam się po lokalu i zobaczyłam jak coraz więcej osób zajmuje miejsca przy stolikach. Eveline i Thomas mieli pełne ręce roboty. Jose siedział obok mnie i stroił swoją gitarę. W końcu to była też duża szansa dla niego. Westchnęłam widząc, że sala się zapełniła i nie widziałam na niej czarnowłosego piłkarza. Łudziłam się, że się zjawi i znów dla niego zaśpiewam. No cóż, sama wszystko zaprzepaściłam. Thomas dał mi znak głową, że możemy zaczynać.
- Dobry wieczór państwu. Niezmiernie się cieszymy, że tyle osób zjawiło się, aby nas posłuchać. Nazywam się Monic, a to mój kolega, Jose. Zapraszamy na występ i życzymy pozytywnych wrażeń. Pierwszą piosenkę dedykuje Ikerowi. – to mówiąc położyłam palce na klawiszach pianina. Zaczęłam grać piosenkę Fefe Dobson – Everything. Po chwili Jose dołączył z gitarą. Śpiewając tą piosenkę miałam ochotę się rozpłakać. Jak mogłam pozwolić mu wyjechać? Czuje taką pustkę bez niego. Głupia, głupia, głupia! Skończyłam piosenkę, a potem zaczęłam grać kolejną. Po kilku coverach, zrobiliśmy przerwę. Usiadłam przy barze i popijałam sok pomarańczowy. Parę osób podeszło i pogratulowało mi występu. Do baru podszedł Thomas i oparł się o blat. Wpatrywał się we mnie zatroskanym wzrokiem.
- Błagam cie, nie patrz tak na mnie. – jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi. – Nie pomagasz mi tym.
- Domyślam się, ale nic innego nie pozwalasz mi zrobić. Dlaczego nie chcesz sobie pomóc? – spojrzałam na niego odsłaniając twarz.
- Bo nie możesz mi pomóc. Nikt nie może. Ale dziękuje za chęci. – kiwnął głową i położył rękę na moim ramieniu.
- Będzie dobrze. Jak kocha to poczeka. – odparł i musnął ustami moje czoło, a potem wrócił do obsługiwania klientów. Wyglądał na przygnębionego. Dopiłam napój do końca i wróciłam na scenę. Gitarzysta dołączył do mnie, a ludzie wrócili na swoje miejsca.
- Witamy po przerwie. Teraz usłyszycie państwo kilka moich autorskich numerów. Mam nadzieje, że się państwu spodobają. – gdy tylko zaczęłam śpiewać zapomniałam na chwilę o stresie i bólu związanym z rozstaniem. Mimo to teksty piosenek były właśnie o tym. Złamanym sercu, miłości i samotności. Na koniec koncertu dostaliśmy gromkie brawa, a publiczność poprosiła o bis, więc zagraliśmy piosenkę „Whole World Is Watching”. Ten utwór, z racji tego, że to duet, wykonał ze mną Jose. Uśmiechnęłam się na koniec i ukłoniliśmy się. Brawa nie ustawały, a ludzie byli zachwyceni. Uściskałam przyjaciela i poszłam na zaplecze. Zabrałam swoje rzeczy i wróciłam na salę. W moją stronę zmierzał Tom, a z nim mężczyzna i kobieta.
- Witam, jestem Arnold Wilson. Jestem przedstawicielem wytwórni Vale Music. Wraz z moją asystentką, jesteśmy zachwyceni pani twórczością. Nagraliśmy ten występ i pokażemy go naszemu szefowi. Wzięliśmy pani numer od pana Montesa. Skontaktujemy się jak tylko dostaniemy odpowiedź z góry.
- Jest pani naprawdę genialna! – dodała z entuzjazmem młoda kobieta.
- Bardzo dziękuje. – wydusiłam będąc nadal w lekkim szoku. – To naprawdę wiele dla mnie znaczy. – to mówiąc wzięłam wizytówkę i żegnając się, wyszłam. Wsiadłam na mój motor i wiedziałam gdzie musze jechać. Gdzie i do kogo. Powinnam to już zrobić zdecydowanie wcześniej. Dodałam gazu i uśmiechnęłam się pod nosem. Kierunek? Madryt!

Iker:

- Pierwszą piosenkę dedykuje Ikerowi. – to tylko jedno zdanie. Cztery wyrazy, które sprawiły, że na chwilę przestałem oddychać. Wsłuchałem się w dedykowany mi utwór i miałem łzy w oczach. Boże, jak ja ją kocham! Kocham tą piękną blondynkę o cudownym głosie. Dlaczego wyjechałem? Bo mi kazała. Nie powinienem był jej słuchać. Powinienem walczyć, ale wolałem uciec. Spojrzałem na twarz Monic. Wyrażała ból i smutek. Przeze mnie? Jak bardzo musiał zranić ją mój wyjazd. Moja ucieczka. Czy przyszła tego ranka do hotelu? Chciała porozmawiać? Przeprosić? Tego się nie dowiem, bo wszystko spieprzyłem i wyjechałem! Idiota! Walnąłem się otartą dłonią w czoło i znów skupiłem się na głosie ukochanej. Tym pięknym głosie, który tak mnie uwiódł. Obejrzałem koncert do końca. To dzięki komuś, kto dodał go na youtube. Czułem się fatalnie, bo nie było mnie tam. Przy niej.
- A ty znowu oglądasz jej występ? – do mojego pokoju wszedł Isco, a za nim Sergio. Ten drugi wyglądał jak z krzyża zdjęty. On też tęsknił za Blancą. Oboje zrobiliśmy największą głupotę świata. Teraz jesteśmy tego świadomi, ale możliwe, że jest już za późno. A może nie?
- Tak. – odparłem tylko, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
- Podobno znana wytwórnia z Barcelony zainteresowała się naszą szefową. – dodał Ramos i usiadł obok. – Nie dziwię się. Jest genialna.
- Ogarnijcie się w końcu! – Francisco się zirytował i spojrzał na mnie, a potem na Lobo. – Kochacie je, a one was. Ruszcie tyłki i w drogę! Macie tam jechać i wszystko naprawić. Wyznać, co czujecie. Takie dziewczyny mogą być jedne na milion. – on miał cholerną racje. Muszę do niej jechać. Podniosłem się gwałtownie i sięgnąłem po kluczyki z mojego samochodu.
- Jadę tam. Dość siedzenia i użalania się nad sobą! Sergio, jedziesz ze mną? – ten tylko pokręcił głową w milczeniu i otworzył trzymane w ręku piwo. Westchnąłem. – Dzięki Isco. – powiedziałem i uściskałem kumpla.
- Do usług, stary. – wyszczerzył się czarnowłosy i poklepał mnie po plecach. – Jedź i zdobywaj! – wyszedłem szybkim krokiem z domu i wsiadłem do swojego samochodu. Odpaliłem i z piskiem opon wyjechałem na ulicę. Kierunek? Alcalá de Henares!


niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 9: "Mamy ten sam problem. Nie potrafimy im zaufać, dlatego cierpimy."

Witajcie. Jestem i nawet coś tu napisałam. Mało tego, ale nie umiałam jakoś się do tego zabrać i ciężko mi szło. Mimo wszystko, dzięki zasłudze Foquity, jest rozdział. Dla Ciebie kochana, bo byłaś ciekawa ;*

***




Monic:



Siedziałam zszokowana wpatrując się w dziennikarkę i nie wiedziałam, co mam powiedzieć, zrobić.
- Wiem, kim jesteście. Czytam gazety i oglądam telewizję. – wstałam, a to samo zrobiła Blanca. Była chyba jeszcze bardziej zaskoczona ode mnie. – Monic Delgado. Teraz proszę mi wybaczyć, ale jest późno i pożegnam się. – to mówiąc skierowałam się w stronę wyjścia.
- Pewnie jeszcze z tobą jest, bo nie dostał tego, czego chciał. – spojrzałam na nią, a ta się zaśmiała. – Nie spaliście jeszcze ze sobą. Mylę się? – widząc, że milczę, dodała. – Tak myślałam. Po wszystkim wróci do mnie, nastaw się na to.
- Możesz zabrać go już teraz. – odparłam i szybkim krokiem weszłam do windy, a za mną przyjaciółka. Byłam wściekła, zraniona i zagubiona. Powinnam wierzyć jej czy Ikerowi? Mówił, że nic ich już nie łączy. Wyszłyśmy i znalazłyśmy się pod pokojem Ozila.
- Ty idź, ja wracam do mieszkania. – odparła Blan i spojrzała na mnie przygnębiona.
- Wejdę tylko na chwile, a potem wrócimy razem. – otworzyłam drzwi i wpadłam w wir zabawy. Muzyka głośno dudniła z głośników, wszyscy tańczyli, a alkohol lał się strumieniami. Znalazłam Casillasa i podchodząc do niego, złapałam go za dłoń i pociągnęłam na korytarz, gdzie było ciszej. Nigdzie nie dostrzegłam Ortiz. Pewnie czeka na dole.
- Już chciałam przyjść tu i przeprosić za moją reakcję w klubie. Miałam pogodzić się z tobą i być szczęśliwa. – spoglądał na mnie nic nierozumiejącym wzrokiem. – Ale przyjechała Sara i tego nie zrobię. Nie zrobię tego, bo nie potrafię zdecydować, komu mam wierzyć. – z oczu ciekły mi łzy. – Lepiej będzie jak do niej wrócisz. Do niej i do swojego życia. – odwróciłam się i ruszyłam szybkim krokiem do windy. Krzyczał za mną, ale wsiadłam do kabiny i oparłam się o ścianę. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się na dobre.


Iker:


Biegłem za nią krzycząc by zaczekała i mnie wysłuchała. Niestety, drzwi windy zamknęły się mi przed nosem. Wkurzony walnąłem w nie pięścią. Cholerna Sara! Co ona tu robi do cholery? Ruszyłem schodami na dół, w nadziei, że zdążę złapać Monic. Nigdzie jej nie było. Nie mogę jej stracić. Za bardzo mi na niej zależy. Już chciałem wyjść i jak najszybciej dostać się do mieszkania blondynki, gdy ktoś położył mi rękę na ramieniu. Odwróciłem się i spojrzałem na moja byłą ze złością. Czego ona jeszcze ode mnie chce?
- Co tutaj robisz? I po co ci Pilar? – zerknąłem, na Rubio, a potem z powrotem na czarnowłosą.
- Przyjechałam trochę uprzykrzyć ci życie. – uśmiechnęła się, ale po chwili spoważniała. – Iker, ja wiem, że już od dawna mnie nie kochasz. Ja ciebie już też nie. Zrobiłam to, bo miałam u kogoś dług wdzięczności. Co, do Pilar, to ma do załatwienia jakieś sprawy z Sergio. – wzruszyła ramionami.
- Dług wdzięczności?! – krzyknąłem wściekły. – Przez ciebie ją straciłem! Straciłem najważniejszą kobietę w moim życiu! – pokręciłem głową i wyszedłem z hotelu. Wiedziałem, że jeśli pójdę do niej to mnie nie wpuści. Co mam zrobić? Postanowiłem iść byle gdzie, byleby tylko z dala od toksycznej Carbonero.


***


Blanca:


Siedziałyśmy w mieszkaniu Monic i popijałyśmy wino. Przyjaciółka płakała, a ja starałam się nie robić tego samego. Panowała wręcz grobowa cisza, która jeszcze bardziej nas dobijała. Co te dwie madryckie wiedźmy tu robią? Przyjechały tylko po to by zniszczyć nam związki? By się odegrać na piłkarzach? Mi w sumie było już wszystko jedno. Ramos pokazał, jaki jest w klubie i pojawienie się Pilar tylko utrzymało mnie w przekonaniu, że nie możemy być razem. Szkoda tylko bramkarza i Monic. Widać jak bardzo jej na nim zależy. Pierwszy raz widziałam ją taką zakochaną. Westchnęłam.
- Moni, może powiesz mi, co cie trapi? Będzie ci lepiej. – spojrzała na mnie z bólem i upiła łyk różowego trunku.
- Iker zapytał w klubie czy w ogóle myślę o nim poważnie.. Jak mógł zapytać o coś takiego? Nie widzi tego w moim zachowaniu? No i mój ojciec zabronił mu się ze mną spotykać, a Casillas nie chciał o nas walczyć. – wypiła kolejne łyki wina, a nowe łzy popłynęły po jej policzkach jeszcze bardziej rujnując jej makijaż. – Przemyślałam sobie wszystko w limuzynie i chciałam na spokojnie z nim porozmawiać, ale wtedy pojawiła się ona. Wyciągnęłam go z imprezy i powiedziałam, że nie wiem, komu powinnam wierzyć. Powiedziałam, że powinien wrócić do niej i swojego życia. – odłożyła kieliszek i zakryła twarz dłońmi. Szlochała i cała się trzęsła. – Jak mogłam mu coś takiego powiedzieć? – dodała zduszonym głosem. – Ja chyba.. chyba go kocham.. – zbliżyłam się do niej i mocno ją przytuliłam. Wtuliła się we mnie i nadal cicho łkała.
- Poczułaś się zraniona jego brakiem wiary w twoje uczucia i dlatego to powiedziałaś. Do tego pojawiła się Sara, która dołożyła oliwy do ognia. Jeszcze wszystko możesz naprawić i wyjaśnić. Pojedziesz do niego jutro rano i porozmawiacie na spokojnie. Jemu też nie jesteś obojętna, to widać. – spojrzała na mnie i pocałowała mnie w policzek z lekkim uśmiechem.
- Co ja bym zrobiła bez takiej przyjaciółki jak ty? – zapytała i otarła łzy, a potem wypiła resztę zawartości kieliszka. – Lepiej powiedz, o co chodzi z tobą i Sergio.
- Posypało się i tyle.. – widząc troskliwe spojrzenie blondynki, nie wytrzymałam i rozpłakałam się. – Uważałam, że mu na mnie zależy. Ale przecież to by było niemożliwe, bo on to sławny piłkarz i podrywacz, a ja to zwykła dziewczyna. W klubie widziałam go z inną. Całowali się, kleiła się do niego jak pszczoła do miodu, a on nic z tym nie zrobił. Oczywiście tłumaczył się, że on tego nie chciał i to ona się przyczepiła. Potem w hotelu wpadłam na tą całą Rubio. – kolejna fala łez wyciekła z pod moich powiek, a przyjaciółka objęła mnie ramieniem. – Oznajmiła mi, że Ramos nadal z nią jest, a ja byłam tylko wakacyjną przygodą. Zależy mi na nim Monic.. Zależy jak cholera.. – teraz role się odwróciły i to ja wtuliłam się w blondynkę, szlochając. Ona głaskała mnie po głowie.
- Posłuchaj, poznałam trochę Sergio i mogę szczerze powiedzieć, że jemu też na tobie zależy. Może ta dziewczyna rzeczywiście nie chciała dać mu spokoju? Co do Pilar to skąd masz pewność, że nie kłamała? – westchnęła. – Mamy ten sam problem. Nie potrafimy im zaufać, dlatego cierpimy. Zrobimy tak, pojedziemy jutro do hotelu i porozmawiamy z nimi szczerze. Co ty na to? – podniosłam się i otarłam łzy. Miała rację, trzeba było to wyjaśnić. Sergio jest dla mnie ważny i nie mogę od tak odpuścić.
- Jestem za. Lepiej będzie jak położymy się spać, chociaż na parę godzin, bo inaczej jutro ich tylko wystraszymy. – obie wybuchłyśmy śmiechem, a potem położyłyśmy się w sypialni Monic. Oby tylko jutro było lepsze od dnia dzisiejszego.


***



Monic:


Po paru godzinach snu wstałyśmy, doprowadziłyśmy się do porządku i wsiadając na mój motor, pojechałyśmy do hotelu. Ubrałam się seksownie i elegancko mając nadzieje, że Ikerowi się spodoba. Na miejscu, szybko zaparkowałam i wręcz wbiegłyśmy do holu.
- Jak myślisz, gdzie są? – zapytała Blan.
- Może na śniadaniu? – niestety, w restauracji ich nie znalazłyśmy. Udałyśmy się, więc na górę, przekonane, że jeszcze odsypiają after party Mesuta. Otwarłam drzwi do jego pokoju i zdziwiona weszłam do środka. Pokój był pusty i wysprzątany. Spojrzałam na przyjaciółkę i udałyśmy się do pokoi pozostałych piłkarzy. W każdym było tak samo. Pusto i czysto. Nie, to niemożliwe. Mieli zostać jeszcze 3 dni. Do oczu napłynęły mi łzy. Zbiegłam do holu i dopadłam recepcjonistę, Julio.
- Hola Julio. Czemu piłkarzy nie ma u siebie? – spojrzał na mnie lekko zaskoczony i zatroskany.
- Wymeldowali się godzinę temu. Mieli zostać dłużej, ale coś im wyskoczyło i musieli już wracać. Przykro mi, Monic. – poklepał mnie po ramieniu, a ja przybrałam coś na kształt uśmiechu.
- Dziękuje za informacje. – dopiero będąc na zewnątrz pozwoliłam łzom spłynąć po moich policzkach. Co ja najlepszego zrobiłam? Wyjechał, a ja nie zdążyłam wszystkiego wyprostować. Poczułam jak Blanca przystaje koło mnie. Była równie zdruzgotana i załamana jak ja.
- To już koniec. Wszystko zniszczyłyśmy i teraz będziemy za to słono płacić. – odparła, a ja jeszcze bardziej się rozpłakałam.


***
Z góry przepraszam, że tak dołująco, ale poprawię się! No i chłopaki dzisiaj mnie przybili swoją grą.. Oprócz Victora i Gerarda oczywiście, którzy uratowali nas od przegranej! No i dzięki Atletico stołek lidera nadal nasz, oby tak dalej! 

Visca el Barca!

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 8:"Obiecuje ci, że tej nocy nigdy nie zapomnisz."

Witajcie. Wreszcie wzięłam się za siebie i napisałam rozdział :) Teraz to się zacznie dziać. Zapraszam do czytania i komentowania ;)

***


Monic:


Woda była taka chłodna i przezroczysta. Widziałam drobne rybki przepływające obok, glony i kolorowe muszelki. Chciałam jeszcze chwile popływać, ale usłyszałam głosy. Nie wiedziałam, do kogo należą i co mówią, ale brzmiały jak nawoływanie. Wynurzyłam się z wody łapiąc oddech i spojrzałam na brzeg. Na plaży stali piłkarze i wołali mnie. Czyżby się martwili, że się zgubiłam? Gdy Iker mnie dojrzał, wbiegł do wody i szybko do mnie podpłynął. Na jego twarzy zobaczyłam panikę i strach, oraz ulgę, kiedy zobaczył, że jestem cała i zdrowa.
- Gdzie byłaś? Odchodziłem od zmysłów. – przytulił mnie do siebie i starał się uspokoić oddech.
- Nurkowałam. Nie martw się, jestem medalistką w tej dyscyplinie. Miło mi, że się troszczysz. – dotknęłam jego policzka i delikatnie go pocałowałam. – Dziękuje.
- Nie rób mi tego więcej, ok? – uśmiechnęłam się lekko i kiwnęłam głową.
– Może już wyjdziemy? Robi mi się zimno. – odparłam, a ten wziął mnie na ręce i ruszył do brzegu. – Dałabym radę sama iść.
- Ale chce trzymać cie w ramionach i najlepiej nigdy nie puszczać. – pokręciłam głową ze śmiechem i go pocałowałam. Na brzegu utonęłam w uściskach Sergio, Isco i Mesuta. – Chłopaki, spokojnie. Żyje i jestem cała. Tylko nurkowałam.
- Myśleliśmy, że ktoś cie porwał! – powiedział podenerwowany Alarcon.
- Albo, że się utopiłaś! – dodał Ozil.
- Tak nie można szefowo! – Ramos zamknął mnie w stalowym uścisku. Jacy oni kochani.
- Sergio, dusisz mnie. – wychrypiałam i wtedy dopiero chłopak mnie puścił. – Dziękuje wam za troskę, ale jak widzicie nic mi nie jest. Zaczyna się ściemniać. Co powiecie na kolacje, a potem jakąś imprezę?
- Skąd ty bierzesz te genialne pomysły? – zapytał uśmiechnięty Francisco.
- A znajduje tu i tam. – wzruszyłam ramionami. Pozbieraliśmy rzeczy i samochodem udaliśmy się do hotelu. – To przebierzcie się już na imprezę i widzimy się w hotelowej restauracji za godzinę. – to mówiąc wyszłam z hotelu.
- A ty dokąd? – Iker objął mnie w talii składając pocałunek na moim karku. Poczułam przyjemne dreszcze.
- Do mieszkania. Tu nie mam ubrań ani kosmetyków. – odwróciłam się do niego. – Idź lepiej się przebrać.
- Ale..
- Żadnego ale. Widzimy się za godzinę. – uśmiechnęłam się, a on czule mnie pocałował. Gdy zmierzałam do mojego motoru, dostrzegłam, że całej scenie przyglądał się mój tata. Niedobrze. Na pewno się nasłucham jak to źle robie. Westchnęłam i zakładając kask, wsiadłam na mój pojazd.


***



Iker:

Zmierzałem do mojego pokoju hotelowego uśmiechnięty od ucha do ucha. Co ta dziewczyna ze mną robi? Czuje się taki szczęśliwy będąc przy niej. A jej słodkie i seksowne usta są takie przyciągające. Czując zapach jej perfum i dotyk jej skóry pragnę zostać w jej ramionach do końca świata i jeden dzień dłużej. Nigdy nie czułem czegoś takiego przy żadnej kobiecie.
- Panie Casillas! – usłyszałem głos, który wyrwał mnie z rozmyślań. Odwróciłem się i ujrzałem właściciela hotelu, ojca Monic, Jose Delgado.
- Pan Delagado. – uścisnęliśmy sobie dłonie. – W czym mogę panu pomóc?
- Tylko w jednym, niech pan zostawi moją córkę w spokoju. – zdziwił mnie ton jego głosu i słowa, które padły z jego ust. – Jest młoda i niedoświadczona, a pan jest dla niej za stary. Póki co grzecznie proszę.
- To Monic powinna decydować, z kim chce się spotykać, a nie pan. Jeśli ona sama nie będzie chciała mieć ze mną nic wspólnego to wtedy odejdę. Zegnam pana. – to mówiąc szybkim krokiem skierowałem się do pokoju. Coś czuje, że on tak łatwo nie odpuści. Joder. Nie zrezygnuje z mojej ślicznej blondynki. Nie ma mowy.


Monic:

Wyszłam z pod prysznica, wytarłam się, wysuszyłam włosy i ubierając bieliznę, wróciłam do sypialni. Zostało mi niewiele czasu. Założyłam sukienkę, a stopy włożyłam czarne szpilki. Włosy pokręciłam lokówką i zostawiłam rozpuszczone. Pomalowałam się delikatnie, założyłam biżuterię, wyperfumowałam się i byłam gotowa. Byłam ciekawa jak na mój widok zareaguje Iker. Biorąc torebkę, wyszłam z mieszkania. Wsiadłam na motor, założyłam kask i ruszyłam na miejsce zbiórki. Mam nadzieje, że dziewczyny też się pojawią. Dzwoniłam do każdej z nich i bardzo się cieszyły. Ciekawa jestem czy pojawi się Alvaro. Coś ostatnio znika. Weszłam do restauracji równo z czasem i uśmiechnęłam się do grupy siedzącej przy jednym ze stolików. Byli wszyscy piłkarze oraz Blanca i Eveline. Oby dwie prezentowały się wspaniale w swoich kreacjach. Widząc mnie, Iker podniósł się i z wielkim uśmiechem podszedł do mnie. W dłoniach trzymał bukiet róż.
- Wyglądasz obłędnie. Najchętniej zaciągnąłbym cie na górę i nigdzie nie szedł. – szepnął mi do ucha i czule mnie pocałował, a następnie podał mi kwiaty.
- Może za nim zamkniesz mnie w swoim pokoju to najpierw trochę potańczymy i wypijemy? – zrobił zawiedzioną minę, a ja musnęłam ustami jego usta. – Obiecuje ci, że tej nocy nigdy nie zapomnisz. – na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Podeszłam do reszty i przywitałam się z dziewczynami. Przy okazji usłyszałam parę komplementów od chłopaków. Wsadziłam kwiaty do wazonu przyniesionego przez jednego z kelnerów i usiadłam przy stole.


***



Weszliśmy do klubu i zajęliśmy jedną z VIPowskich loży. Ja, Blan i Eve zamówiłyśmy kolorowe drinki, a chłopaki dwie butelki wódki, na rozgrzewkę. Wypiłam drinka i zaczęłam następnego, gdy przede mną pojawił się uśmiechnięty Sergio.
- Mogę prosić panią do tańca? – zapytał i wyciągnął w moją stronę rękę.
- A co z Blancą?
- Woli dyskutować z Eveline. Coś ją ugryzło, ale nie wiem, o co chodzi. – nieco posmutniał.
- Jasne, że zatańczymy. – podniosłam się ujmując jego dłoń.
- Kapitanie, nie zabijesz mnie? – piłkarz zwrócił się do czarnowłosego, który siedział jakiś nieobecny i zamyślony. Na pytanie odpowiedział machnięciem ręki. Co się z nim dzieje? Weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć. Muszę przyznać, że Ramos jest świetnym tancerzem. Objął mnie w talii, a ja zaczęłam kręcić biodrami w rytm piosenki. Zauważyłam, że parę osób z sąsiednich loży nam się przygląda. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem. Przetańczyliśmy jeszcze parę piosenek, następnie trafiłam w ramiona Isco, Mesuta, a w końcu Alvaro. DJ puścił akurat wolniejszą piosenkę, a chłopak szybko to wykorzystał obejmując mnie. Ja mu się nadal podobam. Wpatrywał się we mnie, jakby chciał mnie zjeść albo porwać i wykorzystać.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Bo wyglądasz prześlicznie, bosko się ruszasz i cudownie się uśmiechasz. – skwitował i pocałował mnie w policzek. – Co jest z Santo? Jakiś przygaszony siedzi. Pokłóciliście się? – ostatnie pytanie zadał z wyczuwalną nutą radości. Morata, ogarnij się.
- Nie wiem, co z nim, ale między nami jest ok. Wybacz, pójdę z nim porozmawiać. – wyplątałam się z jego uścisku i podeszłam do naszego stolika. Siedział tam już tylko Iker i tępo patrzył w swój kieliszek. Usiadłam obok niego kładąc mu dłoń na udzie. Oderwał wzrok od kieliszka i spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
- Kochanie, co się dzieje? Jesteś jakiś nieswój.. – zaczęłam.
- Nic się nie dzieje. Mam po prostu gorszą chwilę. Nie przejmuj się. – nie mówił z przekonaniem.
- Widzę, że kłamiesz. Co jest? Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć. – spojrzał mi w oczy i zobaczyłam, że wewnętrznie cierpi.
- Miałem rozmowę z twoim ojcem. Widział jak się żegnaliśmy po powrocie z plaży. Zaczepił mnie i kazał zostawić cie w spokoju, bo jestem dla ciebie za stary. Stwierdził, że póki, co to grzecznie mnie prosi. – ujął moją dłoń w swoje i przyłożył do ust. – Może on ma racje? – zabolało mnie to pytanie. – Traktujesz nasz związek poważnie? – to był już cios poniżej pasa. Jak w ogóle może o to pytać? Wyrwałam rękę z jego uścisku i gwałtownie wstałam.
- Ktoś ci coś powiedział i chcesz to zakończyć? Widać jak bardzo ci zależy. – poczułam pod powiekami łzy. – Gdybym nie traktowała cie poważnie to by mnie tu nie było! – ruszyłam szybkim krokiem w głąb klubu po drodze wpadając na Francisco.
- Monic, co się stało? – zapytał zatroskany.
- Zapytaj swojego kumpla. Wybacz, potrzebuje pobyć sama. – to mówiąc zeszłam na parter klubu i usiadłam przy barze. Na szczęście prawie nikogo przy nim nie było, bo wszyscy byli na parkiecie. Zamrugałam parę razy próbując powstrzymać łzy.
- Na smutki najlepsze jest wygadanie się komuś. – spojrzałam na barmana, który uśmiechał się do mnie pocieszająco. – Lub alkohol.
- Wolę tą drugą opcje. – pojedyncza łza pociekła mi po policzku, ale szybko ją starłam. – Poproszę kamikadze.
- Już się robi. – chłopak zaczął przygotowywać napój, a ja dostrzegłam Blancę i Eveline idące w moim kierunku.
- Co tutaj robisz? – przyjaciółka usiadła obok i spojrzała na mnie uważnie. – Pokłóciłaś się z Casillasem?
- Możesz o nim nie wspominać? To zamknięty rozdział.
- Jak to? Co się stało? – dołączyła do nas Rubio.
- Jak widać nie zasługuje na normalny, zdrowy związek. Z resztą.. – przede mną znalazło się 8 shotów o niebieskiej barwie.
- Ty chcesz to wszystko wypić? – Blanca odwróciła mnie w swoją stronę. – Monic, on nie jest tego wart. Mimo jej słów zaczęłam pić shot za shotem. Usłyszałam jak ludzie za mną liczą razem z barmanem i biją mi brawo, gdy wypiłam ostatniego.
- Następna kolejka. – powiedziałam i zobaczyłam, że Ortiz gdzieś zniknęła. Eve patrzyła na mnie z mieszaniną troski i nagany.


Blanca:

Byłam wściekła na Ikera. Monic nie przejmuje się byle gadką. Musiał zrobić jej coś, co zabolało. Poprosiłam Eveline, żeby przypilnowała blondynki, a sama udałam się na górę, żeby rozmówić się z bramkarzem. Znalazłam go przy stoliku, z resztą piłkarzy.
- Coś ty do cholery zrobił?! – nawet na mnie nie spojrzał. Za to reszta spoglądała to na mnie, to na niego. – Jeśli ona przez ciebie coś sobie zrobi to osobiście cie uduszę! Masz tam iść i to naprawić.
- Już na to za późno.. – siedział ze spuszczoną głową. Co z nimi wszystkimi jest? Piłkarze, jako partnerzy to jakaś porażka.
- Wszystko da się zrobić, tylko musisz zachować się jak facet, a nie jak Ronaldo! Rusz tyłek! – pociągnęłam go za ramię i zmusiłam do wstania.
- Blanca ma racje, musisz coś zrobić. – koło mnie pojawił się Ramos. Kolejny, „super”, facet. W końcu, z pomocą Isco i Sergio, Iker poszedł na dół. Oby się udało.



Iker:

Co za idiota ze mnie! Wszystko zniszczyłem. Jak mogłem? Muszę to jakoś naprawić. Naprawdę mi na niej zależy jak na nikim dotąd. Zszedłem na dół i to, co zobaczyłem było lekko szokujące. Monic tańczyła na barze, z butelką tequili w ręce, a obok niej jakichś dwóch typków. Szybko znalazłem się przy barze i zwróciłem na siebie jej uwagę. Widząc mnie, zeszła na ziemię i minęła mnie zmierzając do wyjścia.
-Monic! – krzyknąłem i wybiegłem za nią. – Zaczekaj! Porozmawiajmy! – ta jednak nadal szła przed siebie, ledwo trzymając się na nogach. Szpilki wcale nie ułatwiały jej zadania.
- Zostaw mnie w spokoju! – krzyknęła, ale po chwili zatrzymała się i odwróciła. – Nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Zbieraj ekipę, wracamy do hotelu. – dodała lodowatym tonem i podeszła do naszej limuzyny.

***

Siedzieliśmy w samochodzie i panowała kompletna cisza, nie licząc grającego radia. Blanca i Ramos siedzieli jak najdalej od siebie, tak samo jak ja i Monic. 
- A tak chciałem się pobawić przed moim wyjazdem. – powiedział podminowany Ozil. Faktycznie, przyjaciel wracał jutro do Anglii, aby wznowić treningi w jego nowym klubie, Arsenalu.
- A no tak, przecież jutro wyjeżdżasz. – Monic spojrzała przepraszająco na Mesuta. – Wybacz, że zepsułam ci zabawę.
- Tobie zawsze wybacze. – uśmiechnął się. – Wpadłem na pomysł, co powiecie na after party w moim pokoju? – prawie wszyscy ochoczo się zgodzili.
- Jesteśmy na miejscu. – oznajmił nasz kierowca, po jakimś czasie i otworzył nam tylne drzwi. Przepuściliśmy dziewczyny, a potem sami wyszliśmy.
- W takim razie zapraszam do mnie. – powiedział uradowany Ozil i udał się na górę, a za nim reszta towarzystwa. Zostały tylko Monic i Blanca. Widząc spojrzenie tej drugiej, poddałem się i poszedłem za resztą.

Monic:

Blanca chciała porozmawiać, więc weszłyśmy do hotelowej restauracji i usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Już miałyśmy zacząć rozmowę, gdy ktoś pojawił się obok. Dwie kobiety.
- Jak miło wreszcie poznać nową zdobycz mojego narzeczonego. – odwróciłam się i zamarłam widząc, kto stoi przede mną. – Nie przedstawiłam się, ale powinnaś wiedzieć, kim jestem. Sara Carbonero. A to moja przyjaciółka, Pilar Rubio.


wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 7: "Mogę ci pomóc założyć bikini, a nawet je zdjąć."

A tu taka niespodzianka na koniec tego 2013 roku: Wracam na tego bloga! No wiecie, doszłam do wniosku, że mi go brakowało. To w końcu jedno z moich 'dzieci'. Tęskniliście za Monic, Ikerem i resztą? Jeśli tak to bardzo się ciesze i zapraszam na notkę ;) Przepraszam za szablon ,ale jeszcze żadnego nie znalazłam. Buziaki i liczę na gorące powitanie :D No i Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku! ;*

***



Monic:


Leżałam wtulona w silne ramiona bramkarza. Gładził delikatnie dłonią moje plecy. Nie, nie poszliśmy na całość. Noc spędziliśmy na rozmowie, piciu wina, pocałunkach. Z każdą minutą znałam go coraz lepiej i to było cudowne uczucie. Przy nim nic mi nie przeszkadzało. Nie było żadnego ale. Wszystko pasowało. Nareszcie coś zaczyna się układać. Cieszę się niezmiernie, choć wiem, że to może długo nie potrwać. Może, dlatego to dla mnie podwójnie ważne. W końcu Iker i chłopaki muszą wrócić do Madrytu. Do swojego życia, rodzin i przyjaciół. Na samą myśl o tym, że mężczyzna leżący obok mnie wyjedzie, zbierało mi się na płacz. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Był taki słodki, kiedy spał. Jakoś udało mi się wyplątać z jego objęć i wstać z łóżka. Miałam na sobie bieliznę, a na to jego koszulkę. Poszłam do kuchni i włączyłam ekspres do kawy. Wyciągnęłam dwa kubki, potem z lodówki wyjęłam jajka. Do tego chleb, przyprawy, olej, masło, sok pomarańczowy. Gdy wszystko przygotowałam i wlałam jajka na patelnie poczułam jego dłonie na moim brzuchu. Cudowne perfumy wdarły się w moje nozdrza i cała zadrżałam. Pocałował mnie w kark.
- Witaj księżniczko. Jak się spało? – powiedział tuż przy moim uchu.
- Dzień dobry. Całkiem dobrze i bardzo wygodnie. – odwróciłam się do niego. – A tobie?
- Cudownie. – to mówiąc delikatnie mnie pocałował, jednak na tym nie poprzestał i pogłębił pocałunek. Kiedy wreszcie udało mi się złapać oddech zaśmiałam się.
- Spalę jajecznicę dla ciebie jak będziesz mnie tak rozpraszał.
- Mogę jeść węgiel. – znów wpił się w moje usta i przyciągnął bliżej siebie. Nasze ciała w zetknięciu ze sobą płonęły. Każde muśnięcie jego palców czy ust sprawiało, że cała drżałam i pragnęłam więcej. Odchyliłam głowę do tyłu, a on zaczął całować moją szyję. Jęknęłam cicho i w tym samym momencie usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni i równocześnie spojrzeliśmy w stronę wejścia. W progu stały Blanca i Eveline. Spojrzały po sobie i na ich twarz dojrzałam głupie uśmieszki.
- Chyba jajka wam się palą. – powiedziała ze śmiechem moja przyjaciółka i weszła do mieszkania, a za nią blondynka.
- Pewnie został już tylko wiór. A taka jestem głodna. – dodała Rubio i westchnęła.
- Idźcie się tam zająć sobą, a ja zrobię moją mistrzowską jajecznicę. – podsumowała Ortiz i zaczęła wyganiać nas z kuchni.
- To daj nam, chociaż kawę. – poprosiłam, a Blan podała mi dwa kubki. – Dziękuje łaskawco. – powiedziałam z przekąsem.
- Też cie kocham! – odkrzyknęła za nami, a Eve się zaśmiała. Tego jeszcze nie było, żeby ktoś wygonił mnie z własnej kuchni. Pokręciłam głową I razem z Casillasem zamknęliśmy się w mojej sypialni. Usiedliśmy na łóżku, pod kołdrą, z kubkami w dłoniach. Oparłam głowę o jego ramię, a ten pocałował mnie w czubek głowy. Siedzieliśmy w ciszy, popijając gorący napój, słysząc czasem jakieś strzępki z rozmowy dziewczyn. Taki mógłby być każdy mój poranek.

***

Alvaro:


Siedzieliśmy z chłopakami w pokoju Ramosa i piliśmy hektolitry wody. Po udanej imprezie trzeba było wyleczyć kaca. Głowa pękała mi jak nie wiem, do tego brakowało nam Casillasa. Zniknął gdzieś wczoraj i do teraz nie wrócił.
- Te, Sergio, wiesz gdzie się podziewa Iker? – zapytałem od niechcenia.
- A to ty nie wiesz? – zapytał uśmiechnięty Isco. – Lobo dawał naszemu kapitanowi rady jak przeprosić Monic.
- Ogromny bukiet czerwonych róż plus jego wrodzony czar równa się piękna, przeprosinowa noc w jej mieszkaniu. – powiedział Ramos i poruszał śmiesznie brwiami. Chłopaki się zaśmiali, ale mi nie było do śmiechu. Podniosłem się i odstawiając butelkę wyszedłem. Byłem cały nabuzowany. On nie zasługuje na jej wybaczenie! Na nią nie zasługuje! Jest taka piękna, mądra, inteligentna, dowcipna, ciepła i cudowna. Kiedy tylko ją zobaczyłem od razu wiedziałem, że to nie jest zwykła dziewczyna. Niestety zauważyłem też, że Ikerowi również się spodobała. Joder! Ale jeszcze nic straconego. Jeśli odpowiednio się postaram to mogę mieć u niej szanse. Z uśmiechem ruszyłem do centrum miasta. Zapowiada się ciekawy dzień. Uważaj Casillas, Morata nadchodzi!


***

Monic:


Po zjedzeniu przepysznego śniadania zrobionego przez dziewczyny, udaliśmy się, na motorze, do hotelu. Kiedy zsiadaliśmy, Iker ledwo ustał na nogach. Widać było, że to jego pierwszy raz. Pomogłam mu zdjąć kask i pocałowałam go, a potem splatając moje palce z jego ruszyliśmy do środka. Przy wejściu przywitał nas uśmiechnięty od ucha do ucha Santiago. Weszliśmy do hotelowej restauracji gdzie czekali na nas pozostali piłkarze. Chwila, kogoś mi tu brakuje. Gdzie jest Alvaro?
- Cześć chłopaki. – przywitałam się z każdym, a potem razem z bramkarzem usiedliśmy. – Gdzie zgubiliście Morate?
- Wkurzył się o coś i wyszedł bez słowa. – powiedział Mesut popijając sok pomarańczowy. Każdy z chłopaków miał przy sobie dzbanek z wodą i drugi z sokiem. Zaczęłam się śmiać.
- Co cie tak bawi szefowo? My się tu o niego boimy. – powiedział z udawaną grozą Ramos i wyszczerzył się do mnie.
-Widzę, że ciekawą imprezę wczoraj zaliczyliście. – ci tylko spuścili głowy, a ja znowu zaczęłam się śmiać. Tym razem zawtórował mi czarnowłosy.
- Lepiej wy poopowiadajcie jak tam noc wybaczenia. – dodał Isco i puścił do nas oczko. – Musiało być ostro, bo wyglądacie na niewyspanych. – pokręciłam głową.
- Całą noc przegadaliśmy. I mimo wina nie potrzebujemy hektolitrów wody. – pokazałam mu język.
- Jakoś nie wierzę, że tylko gadaliście. No dawajcie jakieś pikantne szczegóły. – Sergio zatarł ręce i wpatrywał się w nas z zaciekawieniem. Co my, okaz w zoo czy jak?
- To uwierz, kolego. – poparł mnie Iker łapiąc pod stołem moją dłoń.
- Zepsuliście nam całą zabawę! Nie będzie małych Ikerków. – rzekł poważnym tonem Francisco i zrobił smutną minę. – A tak chciałem być wujkiem chrzestnym.
- To ja byłbym chrzestnym!
- A nie, bo ja!
- Chłopaki, spokojnie. Póki, co, nie macie się, o co kłócić. – uspokajał ich czarnowłosy, a ja delikatnie gładziłam opuszkami palców jego knykcie. Jak dzieci.
- Dobra, to teraz tak. Jako, że jestem waszą przewodniczką to proponuje wam dzisiaj wycieczkę. Są dwie opcje. Pierwsza to plaża, na której możecie się wykąpać, poopalać, pograć w siatkówkę czy co tam chcecie robić. Druga zaś to dalsze zwiedzanie zabytków. Co wy na to?
- Niezaprzeczalnie opcja numer jeden. – Ozil uniósł do góry kciuk, a pozostała dwójka ochoczo mu przytaknęła.
- To super, bo szczerze, jest za gorąco na zabytki. W takim razie idźcie się przebrać i wziąć rzeczy. Widzimy się tutaj za dziesięć minut. – ruszyli na wyścigi do windy, a ja zaczęłam się w głos śmiać. Normalnie wyrośnięte dzieci.
- A ty nie idziesz się przebrać? Mogę ci pomóc założyć bikini, a nawet je zdjąć. – zamruczał mi do ucha El Santo obejmując mnie w talii.
- Jakiś ty się nagle pomocny zrobił. Poradzę sobie. Widzimy się za chwilę. – musnęłam jego usta i ruszyłam schodami do swojego pokoju hotelowego. Szybko przebrałam się w bikini, a na nie włożyłam sukienkę. Włosy spięłam w wysokiego kucyka. Do torby plażowej spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i zakładając na stopy japonki wyszłam na korytarz. Z dołu dochodziły śmiechy piłkarzy i głos mojego ojca. Chwila, ojca? A co on tam robi? Zeszłam szybko na dół i zobaczyłam jak mój tata w najlepsze żartuje sobie z Królewskimi. Podeszłam do nich.
- Cześć tato. – pocałowałam go w policzek, a chłopaków zatkało. W końcu nie wiedzieli, że jestem córką właściciela hotelu. – Co tu robisz?
- Postanowiłem przywitać moich gości. Ostatnio niestety nie miałem takiej okazji, dlatego teraz nadrabiam zaległości. Słyszałem, że idziecie na plażę. – kiwnęłam głową. – W takim razie nie zatrzymuje i życzę udanego dnia oraz pobytu w moich skromnych progach. – to mówiąc podał każdemu chłopakowi rękę, pocałował mnie w czoło i zniknął za zakrętem. Pewnie szedł na śniadanie do restauracji. Ruszyłam do tylnego wyjścia z hotelu, gdzie czekało auto, które miało zabrać nas na plaże. Dopiero w połowie drogi moi towarzysze odzyskali głos.
- Ty naprawdę jesteś córką właściciela hotelu? – chciał wiedzieć Mesut. Kiwnęłam głową z uśmiechem.
- A my się nie domyśliliśmy. – Alarcon uderzył się otwartą dłonią w czoło. – Tępaki z nas.
- Bez przesady.
- Macie takie samo nazwisko. – Ramos z rezygnacją pokręcił głową.
- Uszy do góry. Jedziemy spędzić cudowny dzień na słońcu. No już, uśmiechy! Takie dla mnie. – dopiero po ostatnim zdaniu wszyscy zgodnie się do mnie wyszczerzyli.
- Czas na plażowanie! – krzyknął Casillas, a reszta powtórzyła za nim i zaczęliśmy się śmiać.


***


Na plaży bawiliśmy się w najlepsze. Graliśmy w siatkówkę, pływaliśmy, opalaliśmy się. Potem zaczęły się zdjęcia na wszystkie możliwe portale społecznościowe i wygłupy. W pewnym momencie wyskoczyliśmy na środek plaży i zaczęliśmy tańczyć dzikie tańce-wygibańce. Niektórzy ludzie patrzyli na nas z politowaniem, inni się śmiali, a jeszcze inni dołączali się do nas. Co chwilę byłam w objęciach innego piłkarza, a potem także poznanych na plaży chłopaków. Nawet nie zauważyłam, że na plaży są jacyś fotoreporterzy. W tym momencie ważna była zabawa i luz. Wyczerpani padliśmy na nasze ręczniki pozwalając by słońce jeszcze trochę nas opaliło, a zmęczone kończyny odpoczęły. Położyłam głowę na torsie Ikera i przymknęłam oczy. Nawet nie wiem, kiedy, zasnęłam. Obudziłam się, czując jak piecze mnie twarz. Z resztą nie tylko ona. Spojrzałam na moich towarzyszy. Wszyscy spali w najlepsze. Każdy z nich był spieczony jak rak. No i ja niestety też. Skóra paliła mnie niesamowicie. Zerknęłam na horyzont, gdzie słońce powoli zachodziło. Podniosłam się i zaczęłam powoli wchodzić do wody. Ohh, jaka ulga. Chłodna woda. Gdy cała się zanurzyłam, zaczęłam pływać oraz rozkoszować się chłodem wody i moim szczęściem. Uśmiechnęłam się i zanurkowałam.


Tym razem nie gif, bo to zdjęcie jest cudowne! Ten uśmiech *...*

sobota, 2 listopada 2013

The End.



Hej, witajcie. Nie wiem czy ucieszy was ta informacja czy też nie, ale przestaje pisać tego bloga. Nie mam na niego ani weny ani pomysłów i nie widze jego przyszłości. Mam nadzieje, że nie będziecie bardzo złe. W każdym razie w dalszym ciągu zapraszam na moje pozostałe blogi:

- Ana Puyol , gdzie za niedługo pojawi się kolejna część.
- Kate i Vivien w Londynie (pisane wraz w Foquitą)

Licze na to, że się nie obrazicie i inne blogi będziecie nadal odwiedzać. Do napisania, ale nie tu. PA !

piątek, 25 października 2013

Rozdział 6: "Mama by tego chciała."

Witajcie. Notka krótka, ale nie dałam rady napisać nic innego. Ogólnie ciężko mi się ją pisało. Straciłam pomysł na tego bloga i nie wiem co dalej. Jak coś wymyśle, to napisze kolejny rozdział. Z góry przepraszam za jakoś. 
***


Łzy ściekały mi po policzkach, a głowa pękała z bólu, ale nie dbałam o to. To wszystko mnie przerastało. Tom, Iker, a teraz kłótnia z tatą. Może ktoś stwierdzi, że dramatyzuje, ale jestem bardzo wrażliwa. Przeżywam czasem nawet rzeczy, które dla innych są nie ważne lub mało ważne. Taka już jestem. Aż zachciało mi się pisać. Weszłam do mojego hotelowego pokoju i wyjęłam z szuflady notes i długopis. Usiadłam na dywanie opierając się plecami o łóżko i zaczęłam pisać. Po jakimś czasie, masie pozgniatanych kartek i trzem kubkom kawy udało mi się napisać refren.


Where did I go right

How did I get you 

How come all this blue sky around me 
And you found me 
Where did I go right 
How did I get you 
I don't know how I did 
But somehow now I do


Odłożyłam wszystko i zamknęłam oczy. Miałam dość wszystkiego, ale wiedziałam, co muszę zrobić. Otwarłam szafę i wyjęłam sportową torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Wyszłam szybko z hotelu i chowając bagaż, weszłam na motor. Kierunek? Barcelona.

***



Na miejscu zameldowałam się w jednym z hoteli ojca. Poprosiłam jednak obsługę o dyskrecję. Nie chciałam, aby ktokolwiek wiedział, gdzie jestem. Zostawiłam bagaże w apartamencie i postanowiłam przywitać się z miastem. Najpierw byłam na Placa de Catalunya. Później przeszłam przez La Rambla do La Boqueria. Zrobiłam zakupy, a potem udałam się do Port Vell. Stanęłam na pomoście i opierając się o barierkę obserwowałam jachty kołyszące się na wodzie. W tych wszystkich miejscach byłam z mamą. Uwielbiałyśmy wycieczki po Barcelonie. Za każdym razem znajdywałyśmy nową, nieznaną nam trasę. Przez całą moją wycieczkę miałam łzy w oczach. Wyjęłam z torebki muszelkę, którą kiedyś dla mnie znalazła. Pocałowałam ją i wrzuciłam do wody.
- Żegnaj mamo. Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuje. – łzy pociekły mi po policzkach, a ja przymknęłam powieki i wdychałam zapach morza. Fala wspomnień przepływała prze moją głowę, a ja czułam ból i smutek. Nareszcie mogłam pożegnać się z mamą. Ale czy tego chciałam? Oczywiście, że nie, ale musiałam. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Gdyby tylko tata mógł być tu ze mną. Pogrążona w myślach nie usłyszałam, że ktoś się do mnie zbliża. Poczułam dłoń na plecach. Podniosłam głowę i wmurowało mnie. Przede mną stał tata. Cała złość i żal minęły mi w oka mgnieniu. Przytuliłam się do niego, a ten przyciągnął mnie do siebie.
- Przepraszam córeczko. Byłem zbyt egoistyczny i zamknięty we własnym bólu by dostrzec jak bardzo cierpisz. – spojrzał na mnie. - Nie mogłaś pożegnać się z mamą, bo zajmowałaś się mną. Wybacz, że byłem taki ślepy.
- Nic się nie stało. Cieszę się, że tu ze mną jesteś. Mama by tego chciała. – objął mnie ramieniem i razem wpatrywaliśmy się w dal wsłuchani w szum fal.

***



Tego samego dnia wróciliśmy do Alcalá de Henares. Teraz tam był nasz dom. Podjechałam pod mieszkanie i zsiadłam szybko z motoru. Miałam ochotę na ciepłą kąpiel i sen. Zbliżyłam się do drzwi bloku, gdy zobaczyłam ciemną postać stojącą niedaleko. Zbliżyłam się i ujrzałam Ikera. W rękach miał bukiet czerwonych róż.
- Co tutaj robisz? – zapytałam zdejmując kask i opierając go sobie na biodrze.
- Czekam na Ciebie. Pozwól mi cie przeprosić i prosić o drugą szansę.
- Nie powinieneś być teraz z Sarą?
- Nic nas nie łączy już od jakiegoś czasu. Nie jesteśmy razem. Nie chcieliśmy się chwalić w mediach. Wtedy pojechałem, bo coś już wcześniej jej obiecałem, tyle. – wyglądał na skruszonego.
- Skąd mam mieć pewność, że mówisz prawdę?
- Musisz uwierzyć mi na słowo. – uśmiechnął się lekko, a moje serce zatrzepotało. Dlaczego on działa na mnie tak intensywnie? Nikt wcześniej nie wprawiał mnie w taki stan. Widząc go czułam rozpierające mnie szczęście, a moja złość na niego powoli znikała. Uśmiechał się tak słodko, że nie potrafiłam się na niego gniewać.
- Spróbuje. – podeszłam bliżej, a ten wręczył mi kwiaty. – Wejdziesz? – ten tylko kiwnął głową. W mieszkaniu włożyłam kwiaty do wazonu z wodą i zdjęłam kurtkę. - Są piękne, dziękuje. - to mówiąc podeszłam do niego. Stanęliśmy przed sobą, a nasze twarze dzieliły milimetry. – Co masz w planach na dzisiaj? – zapytałam, a ten tylko podniósł kąciki ust i delikatnie mnie pocałował.
- Odzyskać twoje zaufanie. – wyszeptał i nasze usta ponownie się połączyły.


***
Ten gif *...* Słodziaki <3 Czekam z niecierpliwością na jutrzejsze El Clasico. Vamos Barca!

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 5: "Czy kiedykolwiek będzie bolało mniej?"

Wybaczcie. Notka spóźniona i średniej jakości. Niestety, ale notki będą dodawane tylko w weekendy i nie obiecuje, że regularnie. Zaczęły się studia i całymi dniami bede poza domem. Mam nadzieje, że mimo tego nadal będzie tu ktoś zaglądał. Buziaki :)

***



Muszę przyznać, że uwielbiam budzić się w męskich ramionach. Otworzyłam oczy i spojrzałam na przytulającego mnie bruneta. Niestety wróciliśmy do naszych ‘przyjacielskich’ relacji. Może źle o tym myślę. Może to dobrze. Mam kogoś bliskiego, kto się o mnie troszczy. Kogoś, z kim mogę porozmawiać, śmiać się czy też uprawiać seks. Tylko czy ja chce takiej niezobowiązującej znajomości? Od zawsze chciałam prawdziwego związku, z którego miało wyjść coś więcej. Idylliczny obraz domu z ogródkiem, w którym bawią się dzieci. Ja i mój mąż stoimy przytuleni obserwując nasze małe skarby. Taki obraz był w mojej głowie, aż do śmierci mamy. Od tego czasu stąpam dość twardo po ziemi. Nie byłam jeszcze w normalnym związku. Zawsze były to tylko przelotne romanse, zazwyczaj z dużo starszymi mężczyznami. Mam do takich słabość. Od kiedy mama odeszła, nie przywiązuje się do nikogo emocjonalnie. Stworzyła się we mnie blokada, której nie potrafię usunąć. Owszem, jestem teraz w łóżku z Thomasem, ale nie kocham go. Nie ma motylków w brzuchu, chemii czy magnetycznego przyciągania. Wiem, jest okrutna, ale taka jest prawda. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Sięgnęłam po niego i przyłożyłam do ucha.
- Tak?
- Cześć córeczko, mam nadzieje, że cie nie obudziłem. – ziewnęłam tylko i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Nie, skądże. Co się stało? – sięgnęłam po moją część kołdry i zakryłam swoją nagość.
- Miałabyś dzisiaj chwilkę, żeby wpaść do hotelu? Chciałbym w tobą porozmawiać. – nie wydawał się zły czy smutny. O czym w takim razie chce rozmawiać?
- Dobrze, przyjadę. Będę za godzinę. – rozłączył się, a ja opadłam na poduszki z głośnym westchnięciem. Wcale nie miałam ochoty wychodzić z pod kołdry. Nawet nie wiem, kiedy Tom się obudził. Teraz leżał i wpatrywał się we mnie.
- Kto dzwonił? – zapytał muskając ustami moje czoło.
- Mój tata. Obiecałam mu, że przydaje do hotelu. Chce pogadać.
- Czyli masz jeszcze godzinę czasu. – wymruczał i czule mnie pocałował, a ja poddałam się mu. Mam zdecydowanie za słabą wolę.

***

Podjechaliśmy pod kawiarnię. Tom oddał mi kask, a ja ściągnęłam na chwilę swój.
- Na pewno nie wejdziesz ze mną? – zapytał.
- Nie, obiecałam ojcu, że wpadnę. Poza tym, muszę zająć się piłkarzami. – chłopak kiwnął głową i muskając moje usta, wszedł do lokalu. Już miałam odjeżdżać, gdy zobaczyłam go w drzwiach.
- Twoi podopieczni są tutaj. – zaśmiał się wskazując za siebie. Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, po czym zaparkowałam motor i z kaskiem pod pachą weszłam do środka.
Przy stoliku najbliżej podium siedzieli Królewscy i Blanca. Stanęłam jak wryta widząc JEGO. Moje serce zrobiło fikołka i stanęło na chwilkę. Co to było? Wzięłam parę głębszych wdechów i podeszłam do nich.
- No, nasza szefowa wreszcie się pokazała! – powiedział, uśmiechnięty od ucha do ucha, Ramos i wstając przytulił mnie do siebie. – Myśleliśmy, że zapadłaś się pod ziemię. Trzy dni nie dawałaś znaków życia.
- Martwiłam się. – dodała Blan również mnie przytulając. – Zgaduje, że nie możesz narzekać na brak zajęć. – puściła do mnie oczko. Widząc moją minę zerknęła na bramkarza. – Przyjechał dzisiaj, pytał o ciebie. – szepnęła. Alvaro i Isco dali mi buziaki w policzek, a Mesut mocno przytulił. Stanęłam naprzeciwko Ikera i wpatrywałam się w niego. Miałam ochotę wykrzyczeć wszystko to, co czułam, kiedy zniknął bez słowa. Mimo to, postanowiłam milczeć.
- Możemy porozmawiać w cztery oczy? – zapytał, a ja tylko skinęłam głową. Wyszliśmy na zewnątrz i usiedliśmy na jednej z ławek. – Chciałem.. chciałem cie przeprosić. Nie powinienem był tak znikać bez słowa. Po prostu..
- Po postu musiałeś wrócić do swojej narzeczonej. – przerwałam mu. – Co, myślałeś, że nie wiem o Sarze? Wyobraź sobie, że wiem o tobie dość sporo. – podniosłam się. – Ta rozmowa nie ma sensu. Było, minęło. W końcu, to tylko pocałunek. – założyłam kask i wsiadłam na swój pojazd.
- Monic, zaczekaj! Daj mi coś powiedzieć, wytłumaczyć. – odpaliłam silnik i po chwili gnałam już drogą prosto do hotelu. Czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Cholerny Casillas!

***

Przed wejściem do hotelu otarłam z policzków łzy. Samo zobaczenie go, usłyszenie jego głosu sprawiło, że zabolało. Przecież on jest dla mnie obcy. Co się ze mną dzieje? Muszę się otrząsnąć. Nawet go nie znam. Okej, jest moim idolem, ale czy tylko? A może zakochałam się w mojej wizji jego osoby? Zapewne chciał się tylko zabawić na wakacjach i tyle. Dupek. Westchnęłam i szybko dostałam się do budynku, a potem do gabinetu ojca.
- Hej tato, co się stało? – pocałowałam go w policzek i przytuliłam się do niego.
- A czy coś musi się stać, żebym mógł spotkać się z moją córeczką? Chciałem cie przeprosi, że zostawiłem wszystko na twojej głowie. W ramach wynagrodzenia ci tego, zaplanowałem dla nas wakacje. Tylko ty i ja. Plaża, ocean. Jak za dawnych czasów. – zaskoczył mnie tym. Już nie pamiętam, kiedy gdzieś razem wyjeżdżaliśmy. Brakowało mi tego.
- Dobrze, czemu nie. – uśmiechnęłam się. – Ale pod jednym warunkiem.
- Co tylko zechcesz.
- Jedziemy do Barcelony. – uśmiech zszedł z jego twarzy, a w oczach zobaczyłam smutek. Wiedziałam, że ciężko będzie mu na to przystać. Za dużo tam wspomnień, ale ja muszę tam z nim pojechać. Oboje musimy się przełamać. Dla niej. Dla mamy.
- Nie, nie zgadzam się! Jak w ogóle możesz to proponować? Mówiłem ci to wtedy i powtórzę teraz: Nie wrócę tam nigdy! – to mówiąc wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Nowa fala łez spłynęła po moich policzkach, a ja ukryłam twarz w dłoniach. Czy kiedykolwiek będzie bolało mniej?


środa, 25 września 2013

Rozdział 4: "Pora zmierzyć się z nieuniknionym."

No cześć. Wiem, wiem, spóźniłam się. Niestety wena mnie ostatnio opuszcza i to na długo :(
Ale jest notka. Dzięki kochanej Coppernicanie, więc dla niej dedykacja ;* A i wprowadziłam do bohaterów Thomasa :D Mam nadzieje, że wam się spodoba. A no i jest scena +18 :D Buziaki ;*

***


Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Zaspana odebrałam i przyłożyłam smartfona do ucha. To Blanca, chciała przeprosić, że tak szybko uciekła z piłkarzami. Stwierdziła, że zostanie z nimi cały dzisiejszy dzień, bo musi dojść do siebie. Ją i Eve meczy wielki kac. Czyli mam wolne. Super! Opadłam z powrotem na łóżko, ale coś nie dało mi ponownie zasnąć. W mieszkaniu było za cicho. Kanapa była pusta. Nigdzie żadnej karteczki, smsa czy czegokolwiek. Po prostu sobie poszedł. Pokręciłam tylko głową i położyłam się z powrotem do łóżka. Mam wolne, więc jedyne, na co mam ochotę to długi sen. Zamknęłam oczy i wtuliłam twarz w poduszkę. Może wydarzenia wczorajszego dnia tylko mi się przyśniły? To y tłumaczyło zniknięcie mojego sławnego gościa. No cóż, bywa i tak. Było mi trochę przykro, ale cóż poradzić. Za oknem lało jak z cebra, więc nie muszę iść do hotelu i oprowadzać piłkarzy. Już prawie byłam w krainie Morfeusza, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Kogo to niesie? Westchnęłam i zwlekłam się w mojego ciepłego i wygodnego łóżka. Podeszłam do drzwi, otwierając je tylko w piżamie.
- No, no. Gdybym wiedział, że otworzysz mi w takim stroju to bywałby tu częściej. – powiedział rozbawiony Thomas i wszedł do środka.
- Przestań się nabijać. – mruknęłam i wróciłam do sypialni zakopując się pod kołdrą. – Co cie sprowadza? Tylko nie mów, że praca, bo mam wolne. – poczułam jak siada koło mnie.
- Mam coś dla ciebie. – podał mi kopertę i wizytówkę. – Tą wizytówkę zostawił łowca talentów, który był na twoim występie. Prosił byś się z nim skontaktowała. – uśmiechnął się widząc moja zaskoczoną minę i oczy typu Ozil. Odłożyłam karteczkę i zajrzałam do koperty. Sporo pieniędzy.
- A to, za co? Wygrałam w lotto?
- Nie, to twoje nadgodziny no i wczorajszy występ. Dużo ludzi było dzisiaj i pytało, kiedy kolejny.
- Dziękuje ci bardzo. Nie musiałeś. – byłam trochę zakłopotana.
- Musiałem i tak też zrobiłem. Te pieniądze ci się należą. – wpatrywał się we mnie.
- Przestać tak się gapić, bo cie wygonie! – uderzyłam go poduszką. Ten nie był mi dłużny. Zaczęliśmy wojnę na poduszki, która zakończyła się wygraną chłopaka. Nie wiem, kiedy wylądowałam pod nim. Spojrzałam w jego cudne oczy. Czyżby znowu miał ochotę na ‘przyjacielskie stosunki’? Musnął moje usta, a mnie przeszły dreszcze. Jego usta dotykały mojej szyi, obojczyków, mostka. Czy znowu chce do tego wrócić? W sumie, trochę rozrywki mi się przyda. Pocałował mnie, a ja oddawałam pocałunki z namiętnością i pożądaniem. Sięgnęłam dłońmi pod jego koszulkę i muskałam palcami jego umięśniony tors. Pozbyłam się szybko jego koszulki, a on jednym ruchem zdjął ze mnie górę mojej piżamy. Bawił się moim sutkami tak długo, ze w końcu stwardniały, a ja cała drżałam. Jego usta takie znajome i miękkie, a do tego, jakie seksowne, całowały każdą z piersi delikatnie je podszczypując. Jęknęłam. Nie wiem nawet, kiedy on pozbył się swojej odzieży i to samo zrobił z moimi majtkami. Muskałam palcami jego umięśnione ciało całując każdy jego skrawek, a on wszedł we mnie. Nasze ciała tańczyły w dzikim tańcu, gorące i spragnione siebie nawzajem. Całował mnie, a ja oddawałam pocałunki. Byłam już tak blisko spełnienia, a on zaczął całować i poszczypywać zębami płatek mojego ucha i szyję. Krzyknęłam i opadłam na poduszki, a on zaraz po mnie. Ciężko dyszeliśmy, a po chwili zaczęliśmy się śmiać. W końcu, powiedzieliśmy sobie, że już koniec z przyjacielskim seksem. Tak, byliśmy kiedyś razem. Może nie tyle byliśmy, co sypialiśmy ze sobą. Tłumaczyliśmy sobie, że to tylko seks. To było zanim został moim szefem. Później musieliśmy przestać, bo Julio mógłby zrobić z tego aferę. Szczerze, teraz o to nie dbałam. Byłam przygnębiona, a Thomas poprawił mój nastrój, samopoczucie i kondycję fizyczną. Jak dla mnie, to taki poranek mogę mieć codziennie.

***



Iker:

Dlaczego ja właściwie wyszedłem? No tak, Sara. Dlaczego ja w ogóle pocałowałem tą dziewczynę? Źle mi z Sarą? W dodatku zadzwoniła, żebym wracał, bo przeżywa kryzys. To super, ściąga mnie z wakacji, bo ma humorki. Walnąłem rękami w kierownice. Już dojeżdżałem pod mój dom i zastanawiałem się czy ją tam zastanę. Niech jej szybko przejdzie, bo chce już wracać do hotelu. Do chłopaków i jej. Monic. Nie wiem, dlaczego, ale ta dziewczyna przyciąga mnie. Sprawia, że uśmiech sam wychodzi mi na twarz. Kiedy śpiewała miałem gęsią skórkę na całym ciele. Jej cudowne niebieskie oczy, pełne usta, mały nosek. Miękkie włosy, delikatna skóra. Człowieku, przestań! Przecież masz narzeczoną! Pokręciłem głową zrezygnowany i zmęczony wojną toczącą się w moim umyśle. Pora zmierzyć się z nieuniknionym.

***

Monic:

Mimo wolnego i brzydkiej pogody wybrałam się do hotelu. Musiałam odzyskać swój motor. Montes odprowadził mnie pod same wejście i czule pocałował na pożegnanie.
- Byłaś cudowna. – wyszeptał i wyszczerzył się, po czym zniknął za rogiem z parasolem w dłoni. Pokręciłam tylko głową ze śmiechem i weszłam do holu.
- Przepraszam, czy Iker Casillas jest u siebie? – zapytałam cicho recepcjonistę stojącego za kontuarem.
- Niestety panienko Delgado. Wymeldował się dziś rano. – starszy mężczyzna uśmiechnął się, a ja podziękowałam i usiadłam na jednej z kanap. Tak jakby go tutaj nie było. Zrobiło mi się przykro, bo mógł chociaż się pożegnać. O czym ja marze? To sławny piłkarz a ja jestem zwykłą dziewczyną. Cholera! Dopiero teraz do mnie dotarło. Przecież on ma narzeczoną. Sara Carbonero. Piękna dziennikarka. Nie mam z nią najmniejszych szans. Westchnęłam zrezygnowana i powlokłam się do wind. Musze zobaczyć, co z Blancą. Zapukałam do pokoju, w którym ostatnio znalazłam piłkarzy. Otworzył mi zaspany Ozil. Boże, już szesnasta, a on dopiero wstał? Zaprosił mnie gestem, po czym ziewając walnął się z powrotem na łóżko.
- Monic, co ty tutaj robisz? – zapytała Blanca podchodząc do mnie i całując mnie w policzek. Na kanapach siedzieli jeszcze Ramos, Isco i Eveline.
- Przyszłam zobaczyć, czy żyjesz. Zabieram cie na przejażdżkę. Przy okazji na spokojnie pogadamy. – ta wyszczerzyła się i mnie przytuliła.
- Zbieram się! – w czasie, kiedy dziewczyna się szykowała udało mi się przywitać z resztą towarzystwa.
- Wiesz może, co ugryzło naszego El Santo? – zapytał Sergio. – Tak szybko zniknął, że aż się za nim kurzyło.
- A dlaczego mnie pytasz? To twój kumpel.
- Ale ty widziałaś się z nim w nocy. – poruszył śmiesznie brwiami. – W końcu nie wrócił do hotelu na noc, a mówił, że jedzie do kawiarni.
- Nie wiem. Myślałam, że wy coś wiecie. – ten tylko pokręcił głową. – Ale dlaczego zabierasz mi moją towarzyszkę, tak w ogóle? – zabawnie się oburzył i stanął z założonymi rekami.
- Bo to moja przyjaciółka i przyjechała do mnie, a nie do Ciebie. – pokazałam mu język i razem z Blan wyszłyśmy.

***

Jak dobrze było wsiąść na mój kochany motor i poczuć tą przyjemność jazdy. Pojechałyśmy do mojej ulubionej kawiarni znajdującej się na plaży. Usiadłyśmy przy jednym ze stolików i zamówiłyśmy po jakiejś wymyślnej kawie i deserze. Gdy przyszło nasze zamówienie tylko się zaśmiałam pokazując przyjaciółce swoja kawę. Ta tez się zaśmiała i zachwycała się swoim napojem. Desery też wyglądały przepysznie.
- To opowiadaj, jak tam impreza z Ramosem. – powiedziałam i upiłam łyka kawy.
- Dobrze. Ale nie wyobrażaj sobie nie wiadomo, czego. – zaśmiała się. – Nic nie zaszło. No może mnie pocałował. – przygryzła wargę robiąc niewinną minę. – Ale tak to nic takiego. A jak noc z twoim idolem?
- Nijak. Całowaliśmy się, potem on poszedł spać na kanapę. Następnego dnia już go nie było. Uciekł i to bez pożegnania. Czuje się teraz jakby mi się to tylko przyśniło. – przyjaciółka pogłaskała mnie pocieszająco po ramieniu. – Nie przejmuj się. Jak kocha to wróci. – zaśmiałyśmy się.
- Na długo zostajesz? – miałam nadzieje, że tak, bo bardzo się stęskniłam za moją Blancą.
- Na stałe. – zaskoczona uśmiechnęłam się i wstając przytuliłam ją. – Mam do ciebie prośbę. Mogłabym zamieszkać u ciebie, póki czegoś nie znajdę?
- Głupie pytania zadajesz. Oczywiście! No i jeśli potrzebujesz pracy to załatwię ci coś hotelu. – jej oczy zabłyszczały z radości.
- Dziękuje! Jesteś kochana! – ucałowała mnie w oba policzki i wróciłyśmy na swoje miejsca.
- Co do mojego dzisiejszego poranka, to komuś udało się poprawić moje samopoczucie po ucieczce Ikera. – uśmiechnęłam się rozmarzona.
- Z kim spałaś i czemu dowiaduje się dopiero teraz? – wybuchnęłam śmiechem, a po chwili dziewczyna dołączyła do mnie.
- Wpadł do mnie Tom i przyniósł mi wypłatę. Zaczęliśmy bić się poduszkami, a potem.. No samo tak wyszło. – zarumieniłam się przypominając sobie, co robiłam dziś rano.
- Czekaj, czekaj. To nie ten, z którym miałaś przyjacielskie stosunki? – poruszyła zabawnie i brwiami. – Podobno już to skończyliście.
- Też tak myślałam, ale jak widać obojgu było to potrzebne. Ale jakbyś widziała to jego ciało.. – rozanieliłam się.
- Bez szczegółów proszę. – szturchnęła mnie w ramię i po raz kolejny dzisiejszego dnia zaczęłyśmy się śmiać.




***
Przy okazji gratuluje naszym Katalończykom wyniku 4:1 i Niebieskim wyniku 2:0 ! Byliście genialni <3

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 3: "O matko, całuje się z Ikerem Casillasem!"

Skończyłam piosenkę i zrobiłam sobie przerwę. Podeszłam do stolika piłkarzy. Koło mnie pojawił się szczerzący się Ramos.
- Monic, to nasz kumpel, Iker Casillas. – ten wyciągnął do mnie dłoń, a ja ją uścisnęłam. – Iker, to nasza pani przewodnik, Monic Delgado. – wpatrywałam się w jego oczy, a on w moje. To trwało tylko kilkanaście sekund, ale ja czułam jakbyśmy stali tam o wiele dłużej.
- Bardzo miło mi cie poznać. Jeszcze nie udało mi się tu dotrzeć, a już słyszałem o tobie same dobre rzeczy. – uśmiechnął się, a moje serce zabiło szybciej. Widzieć ten uśmiech na żywo!
- Mi również miło cie poznać. – póki, co nie przyznam mu się, że jest moim idolem. To na pewno zrobiłoby ze mnie psychofankę. Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale zawołała mnie Eveline.
- Co się dzieje? – zapytałam wchodząc za kontuar i spoglądając na blondynkę.
- Twój telefon dzwoni już któryś raz z kolei. Stwierdziłam, że może to ważne.
- Dziękuje. – uśmiechnęłam się lekko i wyjęłam telefon. To Blanca. Cholera! Przez to zamieszanie na śmierć zapomniałam o mojej przyjaciółce. Miałam odebrać ją z lotniska. Oddzwoniłam do niej.
- Kochanie, wiem, że mnie zabijesz. – powiedziałam przepraszającym tonem. – Długo już czekasz?
- Tylko jakąś godzinę. – była trochę zła. – Gdybym tylko wiedziała gdzie jechać to wzięłabym taksówkę.
- Bardzo cie przepraszam. – no i zrobił się problem. Nie mogłam po nią jechać, bo cała kawiarnia była na mojej głowie. Co teraz? – To podam ci adres kawiarni i będę czekać na ciebie przed wejściem. Co ty na to? Wiem, miałam przyjechać, ale wszystko jest tu na mojej głowie.
- Dobrze kochana, nie martw się. Wyślij mi adres smsem i czekaj tam na mnie. – rozłączyła się, a ja szybko wysłałam jej nazwę i numer ulicy. Westchnęłam. Spojrzałam za okno i skrzywiłam się. Lało jak z cebra.
- Eve, dasz sobie radę sama? – ta tylko lekko pokręciła głową. Nie wiem, kiedy, koło mnie zjawił się Isco.
- Jeśli pozwolisz, to chętnie jej pomogę. – zaproponował. Kiwnęłam głową i biorąc parasol wyszłam na zewnątrz. Nie dość, że padał deszcze to jeszcze zrobiło się zimno. Dziwna pogoda, jak na Hiszpanię. Wzdrygnęłam się. W końcu, miałam na sobie sukienkę, szpilki i cienką kurtkę jeansową. Po chwili poczułam materiał na ramionach. Spojrzałam w dół. Czarna, męska marynarka. A te perfumy. Od razu wiedziałam, do kogo należą.
- Dziękuje. – odwróciłam się do Ikera stojącego tuż za mną.
- Nie ma, za co. Nie mogłem pozwolić ci zmarznąć. – stanął obok mnie. Mimo moich szpilek, on i tak był wyższy. – Dlaczego stoisz tu na deszczu, a nie występujesz w środku? Ludzie zaczynają się niecierpliwić.
- Musze poczekać, aż przyjaciółka przyjedzie. Nie zna miasta. Miałam pojechać po nią na lotnisko, ale wszystko się skomplikowało.
- To zróbmy tak. Ja tu na nią poczekam, a ty idź śpiewać i się ogrzać. – znów ten magiczny uśmiech. Rozpływam się widząc go.
- Nie chcę robić ci kłopotu.. – zaczęłam spoglądając na niego.
- To żaden kłopot. Chętnie ci pomogę. Mogłaś powiedzieć wcześniej to mógłbym podjechać po przyjaciółkę na lotnisko. – spojrzałam na niego zdziwiona. – Przyjechałem prosto tutaj. W bagażniku mam bagaże. – kiwnęłam tylko głową.
- Dziękuje ci bardzo. Zostawię ci mój telefon, gdyby dzwoniła. – podałam mu mój smart fon i sięgnęłam do marynarki.
- Zostaw ją dla siebie. Jeszcze ci się przyda. – patrzał na mnie tak inaczej. Z troską. Znamy się paręnaście minut, a on opiekuje się mną jakbyśmy znali się od zawsze. Weszłam do środka, zostawiając mu parasol i weszłam na podest.
- Wybaczcie mi państwo, już jestem. Jako rekompensatę zaśpiewam dla państwa mój własny utwór. Nosi tytuł „Who’s That Girl”. Jose zaczął grać, a ja przymknęłam oczy i zaczęłam śpiewać. Napisałam ją po rozstaniu z moim ostatnim chłopakiem. Zostawił mnie dla innej. Ale był też plus tej sytuacji. Ta oto piosenka. Każda z moich piosenek jest pisana pod wpływem moich relacji z mężczyznami. Tych dobrych jak i złych. Muszę przyznać, że mimo mojego wieku przeżywałam dość sporo, jeśli chodzi o miłość. Byłam z wieloma, ale z żadnym nie udało mi się zostać na dłużej. Gdy tylko umilkłam wszyscy zaczęli klaskać. Uśmiechnęłam się tylko. W progu zobaczyłam wchodzących bramkarza i Blancę. Dziewczyna była w szoku widząc jego, a następnie pozostałych piłkarzy Realu. Czarnowłosy usiadł obok Alvaro i spojrzał na mnie. Wręcz nie odrywał ode mnie wzroku.
- Zaśpiewaj coś swojego na finał. – powiedział uśmiechnięty Mesut, a wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Czułam na sobie spojrzenie Casillasa i moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze.
- Dobrze. W taki razie zaprezentuje kolejną własną kompozycję. Nosi tytuł „So Yesterday”. Zapraszam i dziękuje za tak liczną publiczność i tak miłe przyjęcie. – usłyszałam muzykę i zapomniałam na chwilę o wszystkim wokół. Ta melodia żyła we mnie. Kiedy to już miałam wraz z Rodriguezem zejść ze sceny zobaczyłam, że Iker mówi coś do mnie bezgłośnie. Odczytałam z ruchu jego warg, bardzo seksownych warg, słowa: „Zaśpiewaj dla mnie”. Byłam w głębokim szoku, lecz po chwili wahania zawróciłam i usiadłam przy pianinie. Chłopak zszedł i usiadł przy ladzie, gdzie Eve podała mu butelkę piwa. Zagrałam i zaśpiewałam piosenkę „Complicated”. Po zakończonym występie wszyscy wstali i złożyli mi owacje na stojąco. Lekko się ukłoniłam i zeszłam z podestu. Ludzie gratulowali mi świetnego występu, po czym ubierali się i wychodzili z kawiarni. Podszedł do mnie mój idol.
- Masz bardzo czarujący głos. – powiedział cicho tak żebym tylko ja słyszała, po czym musnął mój policzek ustami. – Dziękuje, że dla mnie zaśpiewałaś. Mam nadzieje, że nie ostatni raz. – chłopaki pożegnali się ze mną i razem z czarnowłosym pojechali do hotelu. Eveline i Blanca zabrały się z piłkarzami, więc zostałam sama z Jose.
- Pomóc ci to wszystko pozbierać i pozamykać? – zapytał z troską.
- Nie, poradzę sobie. Możesz już iść. Dziękuje za występ. – ten tylko wyszczerzył się i pocałował mnie w policzek, po czym wziął rzeczy i wyszedł. Zaczęłam zbierać naczynia ze stolików nucąc cicho. Zdziwił mnie dzwoneczek u drzwi, który zabrzmiał po jakimś czasie.
- Zamknięte! – krzyknęłam z zaplecza gdzie znajdowała się zmywarka, naczynia i cała reszta sprzętu.
- To już właściciela nie wpuścisz? – zapytał ze śmiechem męski głos.
-Thomas! – rzuciłam się na niego i mocno go uściskałam. Był dla mnie jak starszy brat, którego nigdy nie miałam. No i moim kochanym szefem. – Już wyzdrowiałeś? – wyglądał lepiej niż na początku choroby, ale nadal był blady i miał zachrypnięty głos.
- Prawie. – zakaszlał. – Ale widzę, że Julio znowu cie wykorzystuje do pracy. – skrzywił się i zaniósł resztę szklanek do zmywarki. – Jest tak, prawda? Tylko mów szczerze.
- Owszem, jest. Co chwile ma jakieś ważne sprawy do załatwienia, a mi zostawia wszystko na głowie. Dzisiaj miałam pilnować interesu, wyszkolić nową kelnerkę, obsługiwać gości i śpiewać jednocześnie. Nie obchodzi go to, że mogę mieć inne plany i wymaga ode mnie wszystkiego jakbym była współwłaścicielką. Miałam tu podobno tylko śpiewać. – w końcu zrzuciłam ten kamień z serca. Od razu zrobiło mi się lepiej.
- Rozumiem. Nie martw się, więcej tak nie będzie. Porozmawiam sobie z nim. A teraz idź już do domu, resztą się zajmę. – widząc moje niezdecydowanie, wręczył mi parasol, moją torebkę i pchnął mnie lekko w kierunku drzwi. Wysłałam mu buziaka i wyszłam na ta ulewę. Rozłożyłam parasolkę i ruszyłam w stronę domu. Co chwila moje szpilki lądowały w kałuży, a wiatr chłostał mnie deszczem po twarzy i nogach. W duchu dziękowałam za marynarkę Ikera, która dawała mi, choć odrobinę ciepła. Usłyszałam wołanie, a gdy się odwróciłam zobaczyłam jakąś osobę biegnącą w moją stronę. Nie wierzę. Przede mną stał przemoknięty od stóp do głów Casillas. Uśmiechnęłam się zdziwiona jego zachowaniem.
- Co tu robisz?
- Miałem nadzieje, że uda mi się odprowadzić cie do domu. Nie powinnaś wracać po ciemku sama.
- Dziękuje za troskę, ale jesteś cały mokry. Chodź szybko, bo się zaziębisz. – podał mi ramię, a ja chętnie je przyjęłam i ruszyliśmy.

***

Stałam w kuchni i szykowałam dwie ciepłe herbaty. Bramkarz brał ciepły prysznic. Znalazłam dla chłopaka jakieś suche ubrania, które zostawił mój ostatni były. Usiadłam na kanapie i postawiłam kubki na stole. Z łazienki wyszedł bramkarz i usiadł obok.
- Dziękuje za gościnę. – powiedział tylko i zbliżył twarz do mojej. – Muszę ci coś wyznać.
- Słucham. – wyszeptałam, a moje serce wywinęło koziołka. Czułam jego perfumy i oddech na moim policzku. Podniecało mnie to.
- Masz bardzo uwodzicielski i seksowny głos. Gdy śpiewałaś, to miałem ciarki na cały ciele. Jeszcze nikomu wcześniej się to nie udało. – znowu kolejne milimetry bliżej. – Do tego jesteś niesamowicie pociągająca i piękna. – zatkało mnie na tyle, że nie zdążyłam powstrzymać tego, co się potem stało. Poczułam jego usta na moich i mój świat zawirował. O matko, całuje się z Ikerem Casillasem!



środa, 11 września 2013

Rozdział 2: "To naprawdę mój idol."

Jest i drugi rozdział. Mam nadzieje, że sie wam spodoba, bo trochę ciężko mi się go pisało. Wybaczcie za jego długość. Buziaki ;*

***

Instrukcje przekazane mi przez Louis’a były jasne. Miałam oprowadzić nowych gości po hotelu, a potem po mieście. Stanęłam właśnie przed pokojem numer 77. Kim mogą być przybysze z Madrytu? Co ich sprowadza do naszego miasta? W sumie, czy mogę powiedzieć, że to moje miasto? Nie czuje tego. Cały czas tęsknię za Barceloną. Wzięłam kilka głębszych wdechów i zapukałam do drzwi. Otworzył mi uśmiechnięty, od ucha do ucha, Sergio Ramos. Wmurowało mnie, a w głowie miałam tysiące myśli naraz. Skoro jest tu Alvaro i Ramos to pewnie jest też reszta drużyny. No to pięknie. A może jest też on? Na tę myśl moje serce zabiło mocniej.
- W czym mogę służyć pięknej pani? – zapytał Sergio, a ja dopiero wtedy odzyskałam głos.
- Dzień dobry, jestem Monic Delgado. Mam zająć się oprowadzaniem pana i pana kolegów po hotelu, a następnie do mieście. – uśmiechnęłam się i wyciągnęłam w jego stronę rękę. Ten ją uścisnął.
- Sergio Ramos. A to moi koledzy: Mesut Ozil, Francisco Alarcon i Alvaro Morata. – wskazał ręką na trzech mężczyzn stojących w głębi pokoju. – Czekamy jeszcze na przyjazd jednego z kolegów. - weszłam do pokoju i przywitałam się z każdym po kolei. Byli mili i uprzejmi.
- A do mnie mów po prostu Isco. – zaśmiał się Alarcon i ucałował mnie w oba policzki. Kiwnęłam głową. Gdy podeszłam do Moraty, ten dał mi buziaka w policzek.
- Witaj znowu. Teraz przynajmniej znam twoje imię. – chciał jeszcze coś dodać, ale przerwał mu Ozil.
- To jak, idziemy zwiedzać? Później poromansujesz Morata. – reszta się zaśmiała i razem wyszliśmy z pokoju.


***

Oprowadzając piłkarzy po hotelu zastanawiałam się, kim jest ich kolega, który ma tu zawitać. Może Pepe albo Benzema. Oby nie Ronaldo. Nie mogę znieść tego gościa, choć na żywo go nie znam. Podczas zwiedzania nie obyło się bez śmiechu i wygłupów. Musiałam wyrobić się z nimi do wieczora, bo potem jechałam odebrać moją przyjaciółkę Blancę, z lotniska. Jak jej opowiem, kto jest w hotelu to pewnie będzie bardzo szczęśliwa. Jest fanką naszego wilczka, lecz mimo wszystko także wierną Cule. Po obejrzeniu całego hotelu stanęliśmy w holu. Trzeba ich było teraz wyprowadzić tak, żeby nie widzieli ich dziennikarze.
- Na co czekamy szefowo? – zapytał Ramos, a ja pokręciłam głową ze śmiechu. Te jego ‘szefowo’ mnie bawiło.
- Daj mi chwilę pomyśleć. Musze was jakoś wydostać z hotelu bez świadków. – podszedł do nas Santiago, parkingowy.
- Hej Monic. Słuchaj, radziłbym ci przenieść swój pojazd do garażu podziemnego. Zbiera się na deszcz.
- Dzięki Santi, już lecę. – ucałowałam go w policzek. – Zaczekajcie tu chwilę. – powiedziałam do moich ‘podopiecznych’ i wyszłam na zewnątrz. Rzeczywiście, na niebie kłębiły się ciemne chmury. Wsiadłam na motor i okrążyłam budynek wjeżdżając na podziemny parking. Zaparkowałam i wróciłam do środka. Piłkarze stali w tym samym miejscu, w którym ich zostawiłam i z czegoś się śmiali. Nic nowego. Wyprowadziłam ich jednym z tylnich wyjść dla personelu i ruszyliśmy do centrum. Spacerkiem doszliśmy na rynek. Po drodze pokazałam im okazałe Colegio de Malaga oraz Colegio Mayor de San IIdefonso. Doszliśmy do Plaza de Cervantes i podziwialiśmy piękny widok. Poczułam na sobie spojrzenie Alvaro. Czego on ode mnie chce? Westchnęłam i wpatrywałam się w krajobraz. Ciszę przerwało „Obsesion” dochodzące z mojej torebki. Wyjęłam mój telefon i odebrałam.
- Monic, gdzie jesteś? – dzwonił Julio. Był podenerwowany.
- Oprowadzam gości hotelowych. A co się stało? – chłopaki spojrzeli na mnie zaciekawieni.
- Miałaś tu być już pół godziny temu. Wiesz, że muszę wyjść, a ktoś musi zostać w kawiarni. Przy okazji trzeba wyszkolić nową kelnerkę. No i twój występ zaczyna się za godzinę. – westchnęłam.
- Dobrze, zaraz będę. Ale przyprowadzę kogoś ze sobą.
- Wszystko jedno, tylko przyjdź. – rozłączył się, a ja zaszczękałam zębami. Jak mnie ten facet wkurza. Mam być na każde jego zawołanie. A nawet nie jestem kelnerką ani nikim takim. Ja tam podobno tylko śpiewam, a w rzeczywistości robię wszystko. Jeszcze jakby mi za to płacił.
- Co jest? – zapytał Isco dotykając mojego ramienia.
- Mój szef wzywa. Mam go po dziurki w nosie. Pójdziecie ze mną do kawiarni? Ja zrobię, co mam zrobić, a wy napijecie się dobrej kawy i zjecie po ciastku. Co wy na to? – cała czwórka uśmiechnęła się i zgodnie pokiwali głowami.


***

W kawiarni usadziłam zawodników, podałam im karty z menu i podeszłam do baru gdzie stał zdenerwowany Julio. Bez zbędnych słów wyszedł. Brakuje mi Thomasa, który jest o niebo lepszym szefem. Za ladą stała lekko zestresowana Eveline. Uśmiechnęłam się do niej.
- Cześć. Pierwszy dzień zawsze jest trudny, ale potem jest już tylko łatwiej. – uśmiechnęłam się. Odwzajemniła gest nadal niepewna. Podczas kiedy pozakazywałam jej, co i jak do lady podszedł Isco.
- Monic, mogę podać zamówienie? – wyszczerzył się. Ale on jest przystojny. Z resztą jak wszyscy.
- Jasne. Mogłeś nie wstawać tylko mnie zawołać. Eveline, twój pierwszy klient. – zostawiłam Rubio z chłopakiem i poszłam do pianina. Ludzi było coraz więcej. Zbliżała się godzina mojego, co piątkowego występu. Nastroiłam instrument i zobaczyłam jak koło mnie siada Jose z gitarą klasyczną. Gramy razem, od kiedy tu pracuje. Świetnie nam się razem współpracuje. Obdarzyłam go uśmiechem. Co ja tak się dzisiaj cały czas uśmiecham? Gdy wybiła odpowiednia godzina wzięłam mikrofon.
- Dobry wieczór państwu. Zapraszam serdecznie na nasz występ. Mamy nadzieje, że umilimy państwu ten czas. Ja nazywam się Monic, a to mój kolega Jose. – wskazałam na chłopaka. – No to zaczynamy. – usiadłam przed statywem, a Rodriguez zaczął grać. Kiedy nastąpiła moja kolej słowa popłynęły z moich ust. Pierwszym utworem, który śpiewałam było „Adios”. Śpiewając czułam się całkowicie sobą. Nie liczyło się w tym momencie nic tylko muzyka. Po skończonym kawałku usłyszeliśmy brawa i zaczęliśmy kolejny pt. „Ya no qui ero”. Na dzisiejszy wieczór celowo wybrałam piosenki Jesse & Joy. Uwielbiałam ich, a ich piosenki dodawały mi sił. Spojrzałam na piłkarzy, a ci siedzieli jak zaczarowani. Słychać było dźwięk dzwonka u drzwi i do środka ktoś wszedł. Podniosłam wzrok z nad mikrofonu i o mało nie przestałam śpiewać. To ON. Ja chyba śnie. Zaczął witać się z kolegami, a ja starałam się skończyć piosenkę. Było mi ciężko, bo głos mi drżał z podniecenia i niepokładanego szczęścia jak również zaskoczenia. To naprawdę mój idol.